Dołhobyczów – cerkiew.. i nie tylko

    W sobotę, 19 lutego, postanowiliśmy odwiedzić Dołhobyczów i kilka innych wspaniałych miejsc w powiecie hrubieszowskim. Spotkaliśmy się w Zamościu o 9.00 (Ewa, Asia, Renata, Gabrysia, Waldek, Marek i Zbyszek). Dzięki Asi mieliśmy umówione wejście do cerkwi w Dołhobyczowie o godz. 11. Docieramy na miejsce prawie godzinę wcześniej, więc zatrzymujemy się przy pałacu z pocz. XIX w.

    Wstępujemy na chwilę do biblioteki gminnej, mieszczącej się w jednym z dworskich budynków. Kupujemy ciekawe książki, potem ruszamy oglądać i fotografować malownicze ruiny stajni pałacowej. Wszystko jest pięknie wyeksponowane i dostępne (brak bujnego latem zielska). Schodzimy ze skarpy w parku, aby znaleźć ogrodzoną stalowym płotem zbiorową mogiłę mieszkańców Dołhobyczowa, zamordowanych przez hitlerowców stacjonujących w pałacu podczas II wojny światowej.
    Następny punkt programu to cerkiew prawosławna p.w. św. Szymona Słupnika. Jesteśmy tam punktualnie. Oglądamy odnowione wnętrza świątyni (remont zakończył się w 2010 r.). Malowidła w pastelowej tonacji prezentują się naprawdę wspaniale.
    W pobliżu cerkwi, po drugiej stronie szosy na wzgórzu – cerkwisku, położony jest cmentarz z mogiłami Hallerczyków i ofiar II wojny światowej. Odwiedzamy jeszcze jeden cmentarz, przy wyjeździe z Dołhobyczowa w stronę granicy – starsza część cmentarza to groby z XIX w., niektóre bardzo zniszczone.
    Wyjeżdżamy z Dołhobyczowa w stronę Dłużniowa. W pewnym momencie dostrzegamy stado około 30 saren na rozległych polach ciągnących się do granicy z Ukrainą. Na horyzoncie, za lasem – widoczne wieże kościoła w Warężu (kiedyś w granicach Polski).
    Pod wpływem impulsu - skręcamy do Sulimowa. Dojeżdżamy do drewnianej cerkwi greckokatolickiej z 1867 r. Mamy szczęście – jest otwarta. Pani sprzątająca świątynię z obawą patrzy na nasze aparaty fotograficzne, ale dzięki kilku zdaniom Ewy przekonuje się, że jesteśmy miłośnikami piękna takich zabytków i spokojnie przygląda się nam, dorzucając kilka informacji. Wyposażenie świątyni zostało uzupełnione w 1951 r. przez przeniesione z kościoła parafialnego w Warężu m.in.: 10 ławek barokowych i barokowy obraz Adoracji Matki Boskiej przez św. Dominika. W zakrystii powieszono elementy dawnego ikonostasu cerkwi.
    Odwiedzamy również cmentarz z II poł. XIX w., położony niedaleko cerkwi.
    Wracamy do głównej trasy i jedziemy do Dłużniowa. Zachwycamy się potężną budowlą drewnianej cerkwi greckokatolickiej (obecnie kościół rzymskokatolicki p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego). Wybudowana w 1882 r., drewniana, trójkopułowa. Na pocz. XX w. dobudowano murowaną dzwonnicę i bramę w ogrodzeniu. Obecnie cerkiew jest remontowana - mamy nadzieję kiedyś obejrzeć jej wnętrze. Podziwiamy malowidła na drzwiach wejściowych.
    Z Dłużniowa udajemy się do Chłopiatyna. Asia zaprasza nas na gorący obiad do swojej babci! (pyszny barszcz i krokiety z grzybami, a na deser ciasto i kawa – wspaniałości !).
    Z żalem opuszczamy gościnny dom i jedziemy do Mycowa. Dzięki Asi mamy klucze do cerkwi, greckokatolickiej świątyni p.w. św. Mikołaja z 1865 r. Budowla jednonawowa, o konstrukcji zrębowej z podwójną galerią chórów. Zachowały się jeszcze malowidła na ścianach cerkwi, ale są już bardzo zniszczone.
    Ostatnim punktem programu naszej wycieczki jest drewniana cerkiew w Chłopiatynie, wzniesiona 1864 r. Jest to świątynia trójdzielna, przykryta ośmiopolowymi kopułami, z latarniami o baniastych hełmach. Nad wejściem znajduje się piękna galeryjka – przykład snycerskiej sztuki cerkiewnej z XIX w. Obecnie jest to kościół rzymskokatolicki p.w. Św. Ducha. Również dzięki Asi możemy podziwiać wnętrze świątyni. Wśród wyposażenia cerkwi na uwagę zasługuje kompletny ikonostas, ikony św. Mikołaja, Chrystusa Pantokratora i Matki Boskiej z Dzieciątkiem, rokokowo-ludowa polichromia. Część wyposażenia pochodzi z kościoła w Bełzie.
    Z Asią żegnamy się w Chłopiatynie, my – ruszamy w drogę powrotną.
    Przeżyliśmy wspaniałą sobotę, pełną wrażeń (Asiu – dziękujemy !!!).
    Przy kawie, w restauracji „Leśna” pod Zamościem dzielimy się wrażeniami i planujemy następne wyprawy na Roztocze.

    Gabrysia i Zbyszek.