Leczenie ducha

    Prawdę mówiąc sam nie wiedziałem dokładnie po co miał być ten wyjazd. Najpierw głośno zapowiedziałem, że udaję się w sobie tylko znany kawałek Roztocza po to by... poleżeć w trawie. Chciałem nawet zaprosić współleżących, ale nie było chętnych... Z myślą o takiej beztrosce wsiadałem do pociągu, uplasowywałem się wraz z moim archaicznym rowerem w stosownym wagonie. Ot, dojechać do Suśca, odskoczyć kawałek w górę Tanwi, zaszyć się i tak zaszytym leżeć...

    Berni i Niklos w Lasach Janowskich ponownie

    W długi weekend majowy wyskoczyliśmy sobie z Pawłem w Lasy Janowskie.
    W sobotę dojechaliśmy z Warszawy i o 12.30 złapaliśmy zatłoczony szynobus do Lipy. Sama Lipa nic ciekawego, oprócz tego, że stamtąd bierze swój początek kolejka wąskotorowa po Lasach Janowskich. Ponieważ nie było tam nic do oglądania, poprzestaliśmy na uratowaniu dzieciaka spod kół TIRa, a potem tradycyjnie poszliśmy na piwo.

    Palmowa wyprawa

    Wszystko zaczęło się od propozycji Zbyszka tydzień wcześniej w Hrubieszowie.
    Do ostatniej chwili nie było pewne czy wyjazd dojdzie do skutku, ale na szczęście niedziela (palmowa) przyniosła piękną pogodę i o ósmej rano, już po zmianie czasu na letni, zaopatrzeni w palmy wyruszyliśmy w drogę.

    Zbrakulaku

    W przedostatni dzień 2008 roku przeżyłam swoją najbardziej ekscytującą, jak dotychczas, „okołoroztoczańską” przygodę. Całkiem spontanicznie, czteroosobowa ekipa GTRu, pod przewodnictwem Zbyszka, w towarzystwie Zająca, Poziomki i Sosny, zgodnie postanowiła zorganizować wspólną wyprawę.
    Ponieważ u nas takie p o s t a n o w i e n i e „droższe od pieniędzy” rzecz się cała, stała!

    Ekskursyja po Leopolis - cz. 1

    W dniach 5-7 maja 2005 roku dane mi było odbyć wspaniałą ekskursyję do Lwowa, z której relację zdać winienem, jako że miasto owo w obrębie zainteresowań GTR się znajduje.
    Wszystko zaczęło się w środę o godzinie 12, kiedy to w strugach ulewnego deszczu, z lekką obawą w sercu i ciężką walizką w ręku znalazłem się w autobusie rejsowym relacji Lublin-Lwów.

    Berni i Niklos w Lasach Janowskich

    Dzień pierwszy
    Wpadłem na genialny pomysł, który wcale nie okazał się genialny.
    Stwierdziłem mianowicie, że nie ma sensu czekać przez noc w Lublinie na poranny autobus, skoro mogę dojechać w ostatniej chwili. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Pociąg, który odjeżdża o 3 w nocy z Warszawy nie powinien być zatłoczony. No i faktycznie na peronie było nas około 10 osób. Niestety, nie wziąłem pod uwagę, że to pociąg ze Szczecina. W efekcie całą drogę siedziałem na plecaku. Jeszcze przed 6 byłem w Lublinie. O 8 dotarł Paweł i złapaliśmy autobus do... Zakopanego. Niewiele brakowało, aby kierowca zapomniał wysadzić nas w Zaklikowie. Jednak wysadził. I co dalej?