V Samochodowy Rajd GTR

    Po ubiegłorocznym rajdzie samochodowym „Szlakiem cerkwi Ziemi Lubaczowskiej” nasze apetyty bardzo urosły. Już wtedy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w ciągu jednego dnia nie jest możliwe odwiedzenie wszystkich cerkwi rozsianych po miasteczkach i wsiach terenu naszych zainteresowań. Ale klimat i wrażenia, jakie dane nam było wtedy przeżyć, sprawiły, że do tematu po prostu musieliśmy powrócić.

    Podobnie jak przed rokiem, organizacją rajdu zajął się Tomek. Począwszy od ustalenia trasy, poprzez zorganizowanie możliwości wejścia do nieczynnych przecież w większości obiektów, aż po opracowanie pamiątkowego znaczka.
    Rano, 15 maja 2010 r. uliczka koło nieczynnej cerkwi pw. Św. Onufrego w Oleszycach zapełniła się niespotykaną od dawna w tym miejscu liczbą samochodów. Postanowiliśmy zacząć naszą wędrówkę właśnie w tym miejscu nie bez powodu. Przed rokiem zastaliśmy drzwi tej cerkwi zamknięte. Tym razem dzięki zapobiegliwości Tomka drzwi udało się otworzyć. Znany nam wcześniej obiekt moglibyśmy obejrzeć od środka. Wrażenia były mieszane – z jednej strony zachwyt nad monumentalnością wnętrza, z drugiej smutek z powodu obecnego zniszczenia, zaniedbania, zdewastowania, opuszczenia. Ten smutek niestety będzie nam tego dnia towarzyszył jeszcze nie raz.
    Najsmutniejszy widok zobaczyliśmy chyba jednak w Miękiszu Starym. Po przystanku w Miękiszu Nowym koło pięknego, drewnianego kościoła pw. Matki Bożej Śnieżnej, cieszącego nasze oczy zgrabną bryłą i misternymi zdobieniami, przeżywamy szok przy opuszczonej i rozpadającej się cerkwi pw. Pokrow Przeświętej Bogurodzicy. Wielu z nas było tu wcześniej. Wszyscy zauważamy pogarszanie się jej stanu. Zdajemy sobie sprawę, że to ostatnie chwile na ratowanie liczącej prawie 200 lat świątyni.

    Następną miejscowością, gdzie zatrzymujemy się na dłużej jest Wysock. I tutaj nas spotyka duże zaskoczenie. Dotychczas nie wiedzieliśmy o tym miejscu zbyt wiele. Ślady jego ciekawej historii odnajdujemy jednak bez trudu. Dawna posiadłość Ostrogskich, Zamoyskich, Sobieskich, Sieniawskich, Czartoryskich, chociaż zapomniana, to jednak okazała się warta odwiedzenia. Z przyjemnością spacerujemy po wspaniałym parku, oglądając dawny pałac z I połowy XVIII wieku, ruiny zabudowań gospodarczych, wreszcie murowaną cerkiew z XIX wieku pw. Narodzenia NMP. Cerkiew jest użytkowana przez parafię rzymskokatolicką, a w pałacu mieści Dom Pomocy Społecznej.
    Docieramy do najstarszego i najcenniejszego obiektu na trasie naszego rajdu. To cerkiew pw. Narodzenia NMP w Chotyńcu. Dla samego jej obejrzenia warto było przyjechać na nasz rajd.
    Pięknie odrestaurowana nadal służy wiernym obrządku greckokatolickiego. Trzy kryte gontem kopuły, galeria z arkadami nad sobotami, idealna sylwetka, a wewnątrz wspaniały ikonostas i polichromie. Mamy szczęście nie tylko podziwiać, jest wśród nas kolega, który o cerkwiach może mówić bardzo długo. Z przyjemnością wysłuchujemy opowieści Wojtka, o cerkwi, o ikonostasie, o narodzeniu Matki Bożej...
    Na naszej trasie odwiedzamy kolejną cerkiew – pw. Opieki Matki Bożej w Młynach. Jest sobotnie popołudnie, w świątyni odbywa się ślub. Nie chcąc zakłócać ceremonii oglądamy ją tylko z zewnątrz. Zatrzymujemy się również przy grobie autora muzyki hymnu ukraińskiego Michała Werbickiego.
    Powracamy na tereny powiatu lubaczowskiego. Przed nami wieś Kobylnica Wołoska – ślad osadnictwa wołoskiego z XV i XVI wieku. Oglądamy okazałą murowaną cerkiew pw. św. Dymitra. Po okresie nieużytkowania po II wojnie światowej została przejęta przez parafię rzymskokatolicką w Potoku Jaworowskim. Od 1985 roku jest wykorzystywana wspólnie z wiernymi obrządku greckokatolickiego. Jest to jedna z lepiej utrzymanych świątyń na trasie naszego rajdu. W tym miejscu rozmawiamy m.in. o naszym koledze pochodzącym z Kobylnicy, mieszkającym obecnie w Niemczech, ale żywo interesującym się losami rodzinnej miejscowości.
    Docieramy wreszcie do terenów najbardziej egzotycznych na naszej trasie – to leżące nad samą granicą wioski Żmijowiska i Wólka Żmijowska. Sznur kilkunastu samochodów wjeżdżających w wąskie wiejskie dróżki wzbudza dużą sensację. Ale są to miejsca, które najlepiej oddają klimat słów:

    Przystajemy w pustych cerkwiach, stąd do nieba bliżej
    Pozdrawiamy duchy mnichów w dawnym monastyrze
    Pochylamy cicho głowę przed bruśnieńskim krzyżem
    Nie wierzymy, że się tak mógł zmienić świat.

    Odwiedzamy tu stare, opuszczone drewniane cerkiewki. W Żmijowiskach pw. Zaśnięcia NMP, w Wólce Żmijowskiej pw. Narodzenia NMP. Obie zamknięte - dobrze, że wiemy, gdzie szukać kluczy. Panująca tu cisza i nas nastraja szczególnym skupieniem. Oglądamy resztki wyposażenia, coraz trudniej widoczne polichromie.

    W carskich wrotach mieszka pająk, pajęczynę przędzie
    Przez wybite szyby w oknach wiatr się wciska wszędzie

    W Wólce Żmijowskiej ma miejsce prawykonanie piosenki napisanej przez Wojtka specjalnie na tę okazję.

    Z dawnych czasów pozostały tylko dwa anioły
    Jeden anioł jest niebieski, drugi niewesoły
    Poskładali ręce obaj, uklękli na chmurze
    I pilnują cerkwi, bo to są anioły stróże

    Pozostawiwszy cerkwie pod opieką aniołów, wracamy do Wielkich Oczu. Tu niestety tylko z zewnątrz oglądamy cerkiew pw. św. Mikołaja. Budynek ze względu na zły stan techniczny został zabezpieczony. Wzmacniany jest dach, podparto ściany, a na murze przymocowano tabliczkę „UWAGA BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM”. W niewiele lepszym stanie jest znajdująca się nieopodal synagoga. Trudno nie oprzeć się refleksjom o brutalności przemijającego czasu...
    Przed nami pozostał ostatni punkt programu. Zatrzymaliśmy się na leśnym parkingu, aby przy ognisku, na spokojnie pokończyć pozaczynane rozmowy. W zapadającym zmroku, przy dźwiękach gitar, jeszcze raz popłynęły słowa:

    Wędrujemy zarośniętą dzikim zielskiem drogą
    Przez wymarłe wsie, gdzie dawno nie ma już nikogo
    Próbujemy znaleźć kilka kropel zimnej wody
    W studniach, z których nikt nie czerpał już od lat.