Wędrówka do źródeł... Sopotu

    Wielu uważa maj za najpiękniejszy miesiąc w roku. Jeśli ktoś uważa inaczej, zapewne nie był w maju w Majdanie Sopockim. My byliśmy.
    Wędrowaliśmy wzdłuż Sopotu, dotarliśmy do źródeł tej tajemniczej roztoczańskiej rzeki. Przy okazji odnaleźliśmy wiele malowniczych miejsc, ukrytych wśród roztoczańskich lasów.

    19 maja 2012 zebraliśmy się 10-osobową grupą na działce, której jestem współwłaścicielem w Majdanie Sopockim na kolejnej „Majówce u Zająca".
    Zarys naszej wędrówki przygotowaliśmy z Dziubkiem, niestety atmosfera wędrówki i dopisująca piękna pogoda zrujnowała nasze plany. Początkowy odcinek wędrówki prowadził wzdłuż Sopotu. Posuwaliśmy się momentami wbrew prawom grawitacji, prawie stawaliśmy sobie na głowach pokonując kolejne meandry wąskiej doliny. Była to droga z góry na dół i z dołu pod górę.

    Grzesiek brodząc momentami po kostki w wodzie służył pomocną dłonią potrzebującym. Po drodze przypadkowo weszliśmy do pięknej krainy budowli, układanek z szyszek i patyków - był to taki bajkowy ogród, który stworzył mieszkaniec kolonii Ciotusza Nowa. Krainę tę polubił nawet dzięcioł, który na jej terenie jedną z sosen zamienił na swoją „kuźnię” - miejsce gdzie pomiędzy konarami rozbija szyszki wyjadając z niej smakowite nasionka.

    Dotarliśmy do miejsca, które Ewa Sosenka chciała zobaczyć, miejsca gdzie spotykają się dwie strugi ze wschodu i zachodu i wspólnie toczą dalej wody jako Sopot. Razem weszliśmy do Ciotuszy Nowej od zachodniej strony przy akompaniamencie pięknej muzyki dzwonów z kościoła filialnego. Obejrzeliśmy kościół w środku, był on otwarty z powodu pogrzebu miejscowego strażaka. Poszliśmy dalej na północny wschód, tam za młyńskim stawem znajduje się poszukiwane przez nas zboczowe źródło naszej rzeki.

    Na kolejny odpoczynek pozwoliliśmy sobie koło kapliczki św. Stanisława biskupa, polskiego świętego sprzed tysiąca lat. Tutaj musiał nas opuścić Zbyszek z Hanią, czekali na nich goście w Zamościu.
    Udaliśmy się w stronę przysiółka Wioska w poszukiwaniu Pisarzowego bagna, kolejnego źródła Sopotu. Towarzyszyły nam cudne widoki, piękna roślinność, a nawet chroniona owadożerna rosiczka. Stąd niedaleko do Husin, a tutaj bardzo wydajne kolejne silne zboczowe wypływy o temperaturze - jak nas poinformowała Ewa - 8 stopni Celsjusza. Wypływ ten na szerokiej zabagnionej dolinie tworzy piękne połacie wody i roślinności.

    Stąd czarnym szlakiem przy resztkach bocianiego gniazda w gospodarstwie agroturystycznym wójta, obok dwóch kamiennych krzyży w Ciotuszy Starej, drugą stroną Sopotu i zalewu dotarliśmy po 9 godzinach marszu na przygotowaną przez Sosenkę grochówkę.

    Wg naszych GPS-ów mieliśmy po 19,5 do 20,4 km drogi za sobą. Wspólnie z Moniką i Danielem, którzy właśnie dojechali zjedliśmy wymarzony posiłek. Siedzieliśmy przy ognisku, żartując i rozmawiając o dniu pełnym wrażeń, oraz snuliśmy plany na nocną wędrówkę. Powoli słońce chowało się za horyzontem i Dziubek zapowiedział wyjście „za 15 minut”.
    Miało to być nocne zwiedzanie Czartowego Pola - krainy diabełków i chochlików. Było to dosyć trudne przejście z uwagi na nasze nogi mocno już osłabione wędrówką, lecz tak bardzo docenione w naszych przyogniskowych rozmowach. Przed wymarszem opuścili nas
    Krzysztof z Marysia i Sosenką.
    Wędrówka z przerwami trwała 3.5 godziny, pokonaliśmy kolejne 13 kilometrów, a później czekał nas przyjemny sen do samego rana.
    Cicho powoli około 9 rano zaczęliśmy witać niedzielę: śniadanie, planowanie i... wykonanie. Wywozimy na wodę rower wodny - to na nim rozruszamy nasze nogi. Później żegnamy Monikę i Daniela.

    Osłabieni w małej grupie Leszek, Grzesiek i Krzysio udali się do rezerwatu Nowiny sprawdzić, co się tam zmieniło. Ja z Gośką, Anią i Tomaszem postanowiliśmy przygotować dla wędrowców grilla i jako gospodarze zajęliśmy się porządkami.Pracy było mało, słońce silne, które zachęcało, by poleżeć i pomarzyć o następnych wędrówkach. Wędrowcy wrócili przed czasem i musieli pomóc w rozpaleniu grilla.
    Nastąpił bardzo przykry moment pożegnania i wyjazdu kolejnych uczestników. Kto nie był niech żałuje wiele stracił (pęcherze na nogach). Wędrówka do źródeł to jest cel życia każdego człowieka, a my lubimy jeszcze źródła roztoczańskich rzek.

    Zając