Łosie, Zające i Niedźwiedzie na Roztoczu

    Roztocze Południowe jest dla nas jak magnes. Zachwalamy i propagujemy inne części Roztocza i terenów sąsiadujących. Rozszerzamy obszar naszych zainteresowań. Ale po kolejnych spotkaniach z dala od Werchraty, z dala od Horyńca czy Brusna – czegoś nam zaczyna brakować. A wtedy wystarczy krótkie hasło – ustalonego dnia zbiórka w Werchracie i... ruszamy.

    Tak było i tym razem. Chociaż główny doroczny rajd GTR już za nami – długi listopadowy weekend po prostu musiał zostać odpowiednio zagospodarowany. Na hasło odpowiedziało swoją obecnością blisko 50 osób. Trasa rajdu została szczegółowo opracowana i dopracowana przez trzech kolegów: Tomka, Daniela, Tośka i Grzegorza. Niezadowolonych nie było...
    Zaczęło się od spotkania przed dawną cerkwią, obecnie kościołem parafialnym w Werchracie. Tradycyjne, serdeczne powitania, przypinanie rajdowych znaczków, wymiana prognoz pogody. Ranek nie był zbyt optymistyczny, w drodze do Werchraty wielu z nas towarzyszył deszcz. Ostatni wahający podejmują decyzję o dołączeniu do grupy.
    Ruszamy pod górę polną drogą w kierunku południowym. Buty zaczynają robić się ciężkie od przywierającego do nich błota. Za nami w dole pozostaje Werchrata. A nad kopułą cerkwi rozbłyska tęcza. To dobry znak...

    Pierwsze podejście, zdawałoby się niepozorne, już daje się co niektórym we znaki. Na szczęście jest pierwszy przystanek przy starym bruśnieńskim krzyżu. Jest też okazja do pierwszych zbiorowych fotografii.


    Nasi przewodnicy zadbali, aby na trasie znalazło się to, co nas najbardziej zachwyca w klimacie Roztocza Południowego – wąwozy, wspaniałe widoki, stare, opuszczone wsie, bruśnieńskie krzyże w miejscach, gdzie niegdyś wiodły drogi i gdzie mieszkali ludzie. Na dłużej zatrzymujemy się przy źródełku dającemu początek strumieniowi. Ponieważ na żadnej mapie nie odnaleźliśmy jego nazwy, chrzcimy go imieniem GTR. Rodzicami chrzestnymi zostają Sosna i Cez.


    Wędrujemy rozległymi obecnie terenami leśnymi, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej znajdowały się wsie. Ich nazwy dzisiaj brzmią dość egzotycznie, od dawna nie figurują już w żadnych księgach adresowych – Zające, Niedźwiedzie, Dahany... Odnajdujemy ślady historii - fundamenty domów, fragmenty ogrodzeń, studnie. Szczególną uwagę przykuwają piękne, kamienne krzyże będące dziełem mistrzów kamieniarki bruśnieńskiej.

    Na terenie dawnej wsi Niedźwiedzie docieramy do krzyża znajdującego się na niewielkiej polance w środku lasu. Natura zacierająca ślady historii próbowała i w tym miejscu zrobić swoje – krzyż uległ uszkodzeniu. Dzięki wspaniałej akcji naszych kolegów z Grupy Eksploratorów Roztocza Południowego udało się krzyż uratować. Szczególnie miło nam i z tego powodu, że też mamy w tym niewielki udział.

    Listopadowy dzień jest dość krótki, zatem przewodnicy nieustannie mobilizują nas do szybkiego marszu, ale jak tu się spieszyć, gdy po drodze tyle pięknych miejsc, tyle atrakcji... Docieramy m.in. do tzw. diabelskiego kamienia. Jest to okazja do kolejnej sesji fotograficznej. Przy chylącym się ku zachodowi słoneczku docieramy do Werchraty. Meta rajdu, ale nie koniec spotkania. Posilamy się w naszym ulubionym roztoczańskim lokalu u Rubina w Narolu, który zawsze chętnie dla nas otwiera swe gościnne podwoje. Po pokrzepieniu lekko zmęczonych ciał część z nas kieruje się do domów. Dla najwytrwalszych to ciągle nie jest koniec. Czeka na nas schronisko turystyczne w Werchracie, część z nas zaplanowała dwudniowy pobyt na Roztoczu.

    images/tl_files/wiadomosci/2010/werchrata/32 pa.jpg

    Po długim, wypełnionym nutami piosenki turystycznej wieczorze nadchodzi wreszcie czas na spoczynek. Rano następuje pełna mobilizacja, zwłaszcza, że ranek wita nas piękną, słoneczną pogodą. Tym razem przewodnictwo w grupie przejmują ci, co na co dzień na Roztocze mają najdalej – Niklos i Lojnik. Przez przysiółek Łozy prowadzą nas na tereny dawnej wsi Horaje. Tutaj też odnajdujemy ślady przeszłości – zapomniane krzyże bruśnieńskie, zapomniane studnie, zapomniane obejścia...

    images/tl_files/wiadomosci/2010/werchrata/36 pa.jpg

    W zdumienie wprawia nas widok łosia. Możemy przypuszczać, że spotkanie było i dla niego nie mniejszym zaskoczeniem. Mając świeżo w pamięci bulwersujące wieści o odstrzale kilkudziesięciu osobników tego gatunku dla celów naukowych schodzimy sobie z drogi i życzymy długich lat z dala od myśliwych...
    Zataczając pętelkę powracamy w świetnych nastrojach do Werchraty. Za nami kolejne wspaniałe wspólne wędrowanie...