Czubatka 2011

    Zaczęła się jesień, nasz ulubiony czas rajdów. Czas pięknych kolorów, tak lubianych przez osoby fotografujące przyrodę. Czas końca upałów, ale jeszcze ciepłej, słonecznej pogody. Czas, kiedy wszystkim tak bardzo chce się gdzieś ruszyć w plener.

    Na rozgrzewkę spotkaliśmy się w Kawęczynku. Stosunkowo niewielka grupka osób, dla których właśnie ten dzień był wolny. Nie pożałowaliśmy tego spotkania. Początek tegorocznej jesieni właściwie bardziej przypominał lato. Piękna słoneczna pogoda i temperatura ponad 20 stopni utrzymywała się do dnia poprzedzającego rajd. Przeddzień rajdu nadciągnęły ciemne chmury. Przez całą przedrajdową noc padało. Rano utrzymywała się jeszcze mżawka. Jechać na rajd, czy nie jechać. Na szczęście chyba nikt się nie rozmyślił. W Kawęczynku rano już nie padało.



    Ochoczo więc ruszyliśmy prowadzeni przez Edwarda. Na każdym kroku mogliśmy spotkać oznaki pięknej jesieni.




    Były pewne obawy, czy po intensywnym deszczu poradzimy sobie na stromych zboczach widniejącego przed nami wzgórza. Czubatka ma jednak to do siebie, że dużo łatwiej zdobyć ją, niż z niej zejść. Zwłaszcza wtedy. gdy prowadzi nas Edward dobrze jemu znanymi ścieżkami. Strome zejście w dół dostarczyło sporo emocji, szczęśliwie obyło się bez dramatycznych kontaktów z podłożem.



    Z lasu pokrywającego Czubatkę wyszliśmy wprost na pole smakowitych malin. W tym momencie chmury przepuściły pierwsze tego dnia promienie słońca. Rozochoceni takim znakiem zdecydowaliśmy przedłużyć pierwotnie planowaną trasę.



    Ponownie zagłębiliśmy się w malownicze wąwozy lasu Cetnar. Podążaliśmy trasą rajdy sprzed ponad dwóch lat. Była okazja do wspomnień. Wtedy pogoda była mniej łaskawa i przydatne okazały się peleryny przeciwdeszczowe. Tym razem wystarczyło omijać kałuże.

    Rajd zakończyliśmy wizytą w zwierzynieckim "Młynie". Posilając się dyskutowaliśmy przede wszystkim o planach na kolejne spotkania. Już wkrótce...