70 rocznica bitwy pod Zaborecznem

    Zimowy ponury dzień, temperatura około 0 stopni. Powoli stopniowo pod pomnikiem w kolonii Partyzantów pojawiają się samochody, wysiadają z nich spragnieni poznawania i wędrówki ludzie. Przyjechali z różnych stron, z Zamościa, Lublina, Świdnika, Krasnobrodu, Tomaszowa, Horyńca, Lubaczowa, Krynic. To kolejny rajd Grupy Turystycznej Roztocze. Rajd w dniu 70 rocznicy pamiętnej bitwy pod Zaborecznem.

    Po udekorowaniu pomnika i odśpiewaniu partyzanckiej pieśni ruszamy na trasę. Po drodze mijamy 3 krzyże, ostatni metalowy postawiony jako dziękczynny w miejscu drewnianego zniszczonego, bo przeszkadzał. Ciężko iść, cała trasa to miękki błotnisty śnieg. Ale nie narzekamy. Wszędzie, skąd przyjechaliśmy, padał rano deszcz. Wprawdzie jest zimno, wietrznie, ale nad Zaboprecznem nie pada.


    Powoli dochodzimy do starej cegielni Antoniówka. Oglądamy pozostałości pieca do wypalania cegły i w stercie opuszczonego materiału nasz kolega Wanted znajduje to coś, co go fascynuje - cztery cegły ze szczeglnymi znakami, których nie ma w swoich zbiorach.


    Po ich zapakowaniu do czterech koleżeńskich plecaków do transportu ruszamy w dalszą drogę ładnym widokowym wąwozem i dochodzimy do cmentarza wojennego z września 1939 roku. Dekorujemy pomnik, zapalamy znicze i kolega Grzegorz zapoznaje nas ze szczegółami bitwy pod Antoniówką, walk o drogę do Tomaszowa. Rozmawiamy też o bitwie w 1943 roku, która również toczyła się na tym terenie. Informacje uzupełnia koleżanka Ata.


    Wchodzimy na wzgórze 335 m z pięknym widokiem na Roztocze i roztoczańskie wzniesienia. My jednak trafiliśmy na dzień z bardzo słaba widocznością - przyjedziemy tu jeszcze niejeden raz, by podziwiać tutejszą panoramę. Powoli idąc dalej dostrzegamy stary drewniany biało malowany dom otoczony ulami, to miejsce naszego odpoczynku, naszego ogniska.


    Grześ jako gospodarz wita nas ławkami, suchym drewnem, przygotowanymi patykami na kiełbaski. O nic nie musimy się martwić, tylko piec, jeść i rozmawiać o przebytym dniu.


    Posiłek nie kończy jeszcze naszego rajdu. Koledzy organizatorzy Ruckus i Sachaj prowadza nas na bobrze żeremia, podziwiamy inżynierską robotę tych ssaków.


    Jeszcze trochę i powoli dochodzimy do samochodów. Całą kolumną przejeżdżamy do Krynic, gdzie pod budynkiem urzędu gminy żegnamy sie i powoli rozjezdżamy już myśląc, kiedy i gdzie spotkamy się ponownie.

    Zając