X Rajd GTR Roztocze Wschodnie

    W początkach istnienia Grupy Turystycznej Roztocze powstała tradycja organizowania dorocznego jesiennego rajdu. Z upływem czasu zaczęliśmy spotykać się znacznie częściej, zarówno w kameralnym, kilkuosobowym gronie, jak również znacznie liczniej, gdy wędrowaliśmy w grupie kilkudziesięciosobowej. Nadal jednak traktujemy jedno z jesiennych spotkań jako nasze najważniejsze święto. W tym roku powróciliśmy do tradycji jesiennych spotkań na Roztoczu Wschodnim. Spotkanie było szczególne - obchodziliśmy bowiem mały jubileusz dziesięciolecia.

    Najwygodniejszą bazą wypadową stała się Werchrata. Tym razem również spotkaliśmy się koło schroniska. Część osób dotarło do Werchraty już poprzedniego dnia. Po serdecznych powitaniach i zaopatrzeniu się w pamiątkowe znaczki ruszyliśmy w trasę. Tym razem naszymi przewodnikami byli Leszek, Daniel i Grzegorz. Trasa była przygotowana perfekcyjnie. Po mglistym poranku przez chmury przedarło się słonko, by rozświetlić przyrodę wszystkimi kolorami jesieni.


    Oprócz 49 uczestników rajdu trasę pokonały również dwa miejscowe pieski, ochoczo towarzysząc nam przez cały dzień, uczestnicząc w pokonywaniu terenu, podziwianiu widoków i... posiłkach.


    Z Werchraty skierowaliśmy się przez przysiółek Łozy w kierunku północnym. Jak się okazało, nie tylko my tego pięknego dnia wybraliśmy się w te okolice. Nasz szlak przebiegał przez teren polowania. W oddali słychać było pojedyncze strzały. Gdy drogi nasze się skrzyżowały mieliśmy okazję zobaczyć jeden z efektów polowania - ubitego jelenia. Nie był to dla nas widok przyjemny. Z punktu widzenia obserwatora polowań trudno zrozumieć czerpanie przyjemności ze strzelania do innych stworzeń.


    Prowadzący grupę Leszek doprowadził nas do zaskakującego swym położeniem wśród roztoczańskich wąwozów zbiornika wodnego. Tutaj był czas na dłuższy odpoczynek, posiłek i grupowe zdjęcia. Dalej ruszyliśmy w kierunku zachodnim. Dotarliśmy do pozostałości dawnej wsi Mrzygłody Lubyckie, a następnie do prawosławnej kaplicy na uroczysku Buczyna. W takich miejscach nie sposób nie wspomnieć o historii tych terenów, o ludności ukraińskiej je zamieszkującej, o jej tęsknocie za przeszłością.


    Przy chylącym się ku widnokręgowi słońcu wracaliśmy ku Werchracie. Pomimo przejścia kilkunastu kilometrów nie czuliśmy zmęczenia. Była okazja do rozmów, wymieniania wrażeń, snucia planów na kolejne wyprawy. Miała okazję uaktywnić się grupa miłośników błota. Jej członkowie dziarsko przemaszerowali środkiem dość rozległej i głębokiej kałuży wzbudzając uznanie pozostałych rajdowiczów.


    Po tak wspaniale spędzonym dniu trudno się rozstać. Udaliśmy się więc wspólnie do gościnnego lokalu pana Jurka Rubina w Narolu. Strawa dla ciała podreperowała nasze lekko nadwątlone siły. Rozmowy kontynuowaliśmy jeszcze w werchrackim schronisku. Najwytrwalsi wyruszyli tego dnia na jeszcze jedną wędrówkę - nocny rajd do diabelskiego kamienia koło Werchraty. Dopiero późno nocą w schronisku rozległo się głośne chrapanie zmęczonych wędrowców...



    Do zobaczenia za rok na jedenastym rajdzie GTR!