Gloria Victis VII

    Kolejny, siódmy już rajd pod hasłem Gloria Victis poświęcony pamięci bohaterskich powstańców w 1863 roku odbył się w przepięknej, zimowej scenerii. Start i meta rajdu miały miejsce w Nowym Lublińcu, a trasa wiodła przez teren nieistniejącego przysiółka Nowego Lublińca ku mostowi na Różańcu. Następnie przez pola w kierunku lasu i kolejnego przysiółka o nazwie Tepiły. Duch powstańczy czuwał nad nami. Bezsprzecznie najwięcej emocji wywołała prowizoryczna przeprawa przez Pauczę.

    Nie zabrakło jednak pomysłów i rąk chętnych do współpracy i bratniej pomocy. Priorytetem było jednak bezpieczne i suche przeprawienia Asi jako zadośćuczynienie za kąpiel błotną na pamiętnym rajdzie kilka lat temu.

    Dalszy kierunek to bagna i marsz w kierunku miejsca obozu gen. A. Jeziorańskiego. Tylko prawdziwej tegorocznej zimie zawdzięczamy bezpieczną wędrówkę po bagnach. W ubiegłym roku podczas rekonesansu musieliśmy zawrócić.
    Pod krzyżem i później pod pomnikiem nastąpiło zapalenie zniczy ku pamięci powstańców styczniowych 1863 roku oraz  odczyt fragmentów pamiętników uczestnika walk pod Kobylanką - Józefa Zajączkowskiego. Celem uwiecznienia nas na grupowym zdjęciu Asia dała ochoczo nura w puchową śnieżną pierzynkę
    Następnie pokrzepieni duchem patriotycznym odmaszerowaliśmy celem pokrzepienia ciał - na ognisko...

    Po ognisku szybki marsz w kierunku samochodów oraz biesiada w Leśnej Chacie. Rajd uważam za bardzo udany, frekwencja była rekordowa. Z tego miejsca dziękuję Wszystkim którzy tak licznie przybyli uczcić Powstańców Styczniowych, szczególnie dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do organizacji, oprawy i przebiegu rajdu. Dzięki za spotkanie, dobre humory, rozmowy. Gloria Victis. Następna edycja już za rok

    Daniel

    Poniżej dołączam też fragmenty relacji spisanej przez Asię, której poetycka dusza przepięknie oddała klimat naszej wędrówki:

    Jak zawsze towarzyszył nam rajdowy proporzec niesiony dzielnie przez Grzesia...
    Po części oficjalnej, w towarzystwie biało czerwonej flagi z orzełkiem w koronie, niezłomnie niesionej przez Daniela ruszyliśmy w drogę...
    Organizatorzy zadbali o to aby na trasie rajdu nie zabrakło ciekawych miejsc, był krzyż już na samym wstępie, była stara piwnica, był również niedawno odnaleziony przez Daniela i Monikę krzyż z inskrypcją, którą objaśnił nam Zdzisiu.

    Pogoda była wspaniała, styczniowe słonko obdarzało nas ogromną ilością witaminy D, co owocowało we wspaniałe nastroje a widoki zapierały dech w piersiach.
    Naszej wędrówce nie było końca... i to było w tym najlepsze, ponieważ mogliśmy cieszyć się zarówno pięknem otaczającym nas ze wszech stron jak i rozmowami oraz wymianą spostrzeżeń i roztoczańskich opowieści, podążając za Danielem, przyozdobionym w barwy narodowe upajaliśmy się cudem natury jaki rozpościerał się przed naszymi oczami... aż dotarliśmy do pierwszej przeprawy przez rzeczkę, mostek był stabilny i bezpieczny więc przystanęliśmy na nim ciesząc się słonkiem i wspaniałą atmosferą, a wokół zima malowała nieziemskie krajobrazy, niczym wspaniałe pastele gromadzące się w ogromnej hali wystawowej.

    Pokrzepieni widokami, strawą oraz roztoczańskimi trunkami wychylanymi z rogów obfitości, które nigdy nie stawały się puste ruszyliśmy w dalszą drogę, aby nic nie umknęło naszym oczom, uszom oraz nogom...
    Nasze cienie bały się nas wyprzedzać, aby nie zburzyć harmonii jaka towarzyszyła wspomnieniom oraz każdemu naszemu krokowi, sarny natomiast wybiegały nam na przeciw aby powitać nas w swoim królestwie.
    Tak dotarliśmy do pierwszej mokrej przeprawy, na szczęście wszyscy wyszli z niej suchą stopą.

    Kolejną przeprawę przy lesie zabezpieczali nasi dzielni Roztoczańscy drwale, siatka pokonana...
    Po naprawie siatki rozciągniętej dla bezpieczeństwa zwierzyny, ruszyliśmy na leśne drogi, które widział i znał jedynie Daniel, ale dzielnie wierzyliśmy, że wie dokąd idzie... i co najważniejsze... wiedział
    Las przywitał nas z wielką gościnnością, pozostałości po ambonach a gdzieniegdzie całkiem malowniczo położone "trony" zapraszały na odpoczynek, pod drzewami złożone drwa kusiły o wcześniejsze rozpalenie ogniska, a leśne krzyże odkrywały kolejne karty historii
    Brnąc po przymarzniętych bagnach, nieuchronnie zbliżaliśmy się do najważniejszej przeprawy wodnej tej wyprawy.
    Mając w pamięci wydarzenia sprzed 3 lat czekaliśmy na nią z utęsknieniem i nadzieją na bezpieczne przejście.
    Na brzegach skrzyły się lodowe płaty, gdzieniegdzie tworząc złudne kładki, a po odnalezieniu bezpiecznego do przeprawy miejsca, wszyscy bezpiecznie przedostali się na drugą stronę.

    Szczęśliwi i uśmiechnięci dotarliśmy do krzyża i tablicy informującej o wydarzeniach jakie miały miejsce 1 i 6 maja 1863 roku podczas bitwy pod Kobylanką, tam też zapaliliśmy znicze oraz Witek odczytał pierwszą część pamiętnika walczącego żołnierza.
    Następnie zatrzymaliśmy się przy Pomniku Pamięci Poległym w Boju za Wolną Ojczyznę, gdzie Witek odczytał drugą część pamiętnika i zapaliliśmy kolejne światełka pamięci

    Pomnik był głównym naszym celem, tutaj też jak to zwykle na naszych wyprawach bywa uwieczniliśmy naszą bytność na zbiorowym zdjęciu
    Pokrzepieni kolejną dawką historii udaliśmy się ku ostatniemu z punktów wyznaczonych na naszej trasie.
    Pod wiatą czekały drwa, Ania i Grześ porąbali je na nasze ognisko i już po chwili płomienie ogarnęły zmarznięte polana, a ponad ogniskiem zaczęły skwierczeć przypiekane kiełbaski
    Po niezapomnianej wędrówce każdy z nas mimo zmęczenia czuł niewypowiedziane szczęście i jeszcze większy niedosyt wrażeń, ale zostawmy sobie coś na kolejne rajdy...
    Pod barwami narodowymi zbliżaliśmy się do końca naszej rajdowej drogi, w oddali majaczyły już kształty samochodów, a my ciesząc się, że to już ostatni dzisiaj zakręt, zastanawialiśmy się kiedy spotkamy się ponownie.

    Życie stawia nam na drodze drogowskazy, których czasami nie potrafimy odczytać, przez co niejednokrotnie błądzimy, ale każda przebyta droga uczy nas pokory i daje nowe doświadczenia.
    Na naszej drodze stają również ludzie, a każdy człowiek który zmieni chociaż odrobinę nasze życie na lepsze jest wielkim człowiekiem, tak więc dziękuję Wam Wielcy Roztoczańscy Miłośnicy Piękna za kolejny cudowny dzień, za wspaniałe wrażenia, za chęć do wędrowania i poznawania Naszej Małej Ojczyzny.
    Bądźcie, bo bez Was byłoby smutno i szaro.

    Asia