XII Jesienny Rajd GTR

    Weekend z 11 listopada na stałe wszedł do naszego kalendarza imprez. Wielu z nas ten termin planuje sobie z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Właśnie listopadowe rajdy cieszą się wśród nas największym powodzeniem. Nie inaczej było tym razem. Do licznej frekwencji wspaniale dopasowała się aura. Niespotykana o tej porze roku temperatura, sięgająca 20 stopni. Słońce towarzyszyło nam przez całą sobotnią wędrówkę.

    Zazwyczaj punktem startowym naszych jesiennych rajdów była Werchrata. Tym razem pomysłodawcy trasy - Grzegorz i Leszek zaproponowali zmianę. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

    Spotkaliśmy się o godzinie dziewiątej w Narolu, przed odnowioną cerkwią w Krupcu.

    Spotykaliśmy się już tutaj wielokrotnie. Ale i tym razem z przyjemnością weszliśmy do środka. Na przestrzeni minionych lat bardzo dużo się tu zmieniło. Pamiętamy czasy, gdy cerkiew stała opuszczona i chyliła się ku upadkowi.

    Z Narola ruszyliśmy w kierunku Łówczy. Od samego rana towarzyszyło nam słońce. W trakcie marszu robiło się nam coraz cieplej.

    Zabłączenie nam nie groziło, ale zawsze warto się upewnić na mapie, gdzie się znajdujemy.

    Chwila odpoczynku na rostajnych drogach.

    Kilometry niepostrzeżenie zostawały za nami.

    Tylko ten kolor przypominał nam, że to późna jesień.

    Docieramy do Łówczy. To półmetek naszego rajdu.

    Odwiedzamy stary cmentarz.

    Zatrzymuejmy się na dłużej przy cerkwi.

    Drzwi stoją dla nas otworem. Jest okazja obejrzeć wnętrze.

    Leszek i Grzegorz prowadzą nas do pięknie położonej nieopodal Łówczy kapliczki.

    Tutaj robimy pamiątkowe zdjęcie. Pomimo krótkiego już dnia i kilku kilometrów pozostałych do przebycia, zatrzymujemy się tu na dłużej. Miejsce jest tego warte.

    Droga prowadzi nas przez pola, delektujemy się rozległymi widokami.

    ...

    ...

    Towarzyszy nam nasz sztandar.

    Kilkanaście kilometrów niezwykle przyjemnego spaceru pozostawiło przemiłe wspomnienia.

    Po dotarciu do Narola odwiedzamy dobrze nam znany lokal serwujący wspaniały pierogi i gołąbki. Ci, którym nie było spieszno wracać do domu, dotarli do Werchraty. Wieczór był bardzo długi. Uświetniło go wspólne oglądanie zdjęć. Dzięki opowieściom Artura, Leszka i Tośka wędrowaliśmy nie tylko po Roztoczu...

    Dziękuję za wspó;nie spędzony czas i do następnego spotkania...