V Rajd GTR

    Kolejny wspólny jesienny rajd. Tradycyjnie po Roztoczu Południowym. Spotykamy się w Horyńcu, pełni entuzjazmu, jaki zawsze wzbudza w nas perspektywa wspólnego wędrowania...
    Po wypiciu porannej kawy spotykamy się w licznej grupie, około 30 osób. Po serdecznych powitaniach, przypięciu znaczków rajdowych, kilku oficjalnych przemówieniach - ruszamy na szlak...

    Dojeżdżamy do okolic Nowin Horynieckich, gdzie porzucamy nasze pojazdy, przez niektórych blachosmrodami zwane. Dalej może już liczyć tylko na własne nogi.
    Pierwszym punktem orientacyjnym, do którego docieramy, jest znane wcześniej niektórym wędrowcom "kultowa" stodoła, stanowiąca główny motyw rajdowego znaczka. Pierwszy odpoczynek, okazja do wspólnego, pamiątkowego zdjęcia.
    W tym miejscu opuszczamy widoczne okruchy cywilizacji w postaci asfaltu i zanurzamy się w las. Brnąc po szeleszczącym dywanie liści, odkrywamy, że zdawałoby się płaski teren robi się coraz bardziej urozmaicony. Wreszcie docieramy do kolejnej atrakcji, jaskini odkrytej rok wcześniej przez naszych kolegów. Jaskinia, niewielka co prawda, otrzymała jednak swoją nazwę. Być może od nieistniejącej już pobliskiej wsi Chmiele, bądź też od napoju, jakim raczyli się odkrywcy, zwana przez nas jest Chmielną.
    Las witał nas co krok piękniejszymi widokami, przeszliśmy kilka wąwozów. Po drodze natknęliśmy się na tajemniczy krzyż, tu też była niegdyś wioska. Niestety nie udało się nam odczytać napisu na krzyżu.
    Dalej skalny wąwóz zaprowadził nas do miejsca gdzie promienie słońca przypomniały, że to jeszcze nie zima. Tam też znajduje się kolejna jaskinia, dojście do niej było jeszcze trudniejsze jak do poprzedniej. Wszyscy jednak dali radę. Delektowanie się tym miejscem było pretesktem do kolejnego odpoczynku i delektowania się wiktuałami dobywanymi z placków.
    Pogoda zmieniała się z minuty na minutę i z zachmurzonej zimowej przechodziła w piękną słoneczną jesień.
    Dotarliśmy do kolejnego interesującego miejsca. W środku lasu znajduje się kamienny krzyż pamięci niemieckiego lotnika, Alfreda Wittmana, poległego podczas I wojny światowej. Napis na krzyżu, w języku niemieckim jest bardzo wymowny: Tu spoczywa porucznik Alfred Wittmann z Kempten, posiadacz Krzyża Żelaznego i Orderu za Zasługi Wojenne, poległy 20 lipca 1915 r., nasz trzeci i ostatni z synów, którzy wyruszyli na pole bitwy. Jego bracia Fritz i Oskar polegli we Francji w 1914.

    W drodze powrotnej odwiedzamy kolejne, bardzo charakterystyczne miejsce, tzw. świątynię słońca. Nie ważne, czy wierzymy w tworzone legendy o pochodzeniu tajemniczych kamieni, ale z przyjemnością się tu zatrzymujemy na dłużej. Odpoczynek, Sesja fotograficzna. Jest okazja do robienia bardzo nietypowych ujęć...
    Zakończyliśmy rajd biesiadą w jednej z horynieckich restauracji, gdzie zjedzono tego wieczoru sporo golonek i innych przysmaków...

    Delphi & Omega