Rajd Jesienny '09 dla wytrwałych

    Nastał dzień drugi.
    Dla niektórych doroczny, VII Rajd Pieszy GTR trwa nadal.
    Wielu z nas, od lat w ramach takich rajdów, organizuje dodatkowo indywidualne wyprawy, w okolicach tras rajdowych. GTR rozwija swoje „macki” na obszary często daleko wysunięte poza ustalone trasy. Takie „wycieczki boczne” realizuje bardzo często Niklos, Zbyszek W. i inni Koledzy. Powstają potem relacje uzupełniające (główną rajdową) z takich wypraw.

    Wieczór w szkolnym schronisku w Werchracie był wspaniały. Opowieściom, wspomnieniom i śpiewom nie było końca. Nawet zmęczenie szlakiem nie zmogło Drużyny GTR.
    Około trzydziestu śmiałków postanowiło nazajutrz nadal penetrować Roztocze Wschodnie. Deszcz, który w Wrechracie nas powitał i zaciągnął się nad nami na dobre, nie był nam straszny. Peleryny w plecakach czekały gotowe.
    Poranek także deszczem zajrzał nam w zaspane, otulone śpiworami buzie. Zbieramy się. Kawa budzi nas do życia. Każdy wyciąga i dzieli się z innymi zapasami. Jeszcze tylko małe poszukiwania. Kto, u licha ma te klucze od schroniska....
    Jesteśmy gotowi. Nie wszyscy. Niektórzy woleli zaspać, z lekka.
    Zaplanowana msza w werchrackiej cerkwi niestety nie rozpocznie drugiego dnia naszego Rajdu. Nie ma tak źle. Wybieramy się do cerkiewki p.w. Narodzenia NMP w Prusiu. Przytula nas do siebie dobrym słowem i modlitwą. Msza szczególna, w intencji misji i kanonizowania Sługi Bożego Jana Pawła II.
    Niektórzy z nas po raz pierwszy są we wnętrzu tej świątyni. Piękna, aczkolwiek wymaga koniecznie konserwacji. Jesteśmy na krańcach. Tuż za opłotkami, w odległości około 1 km ściele się już Ukraina. Nastrój na mszy szczególnie zapada nam w sercach.
    Oglądamy potem dzwonnicę obok. Wspinamy się do góry i pomimo deszczu podziwiamy zapłakany pejzaż Prusia. Po drugiej stronie szosy cmentarz z dawnymi nagrobkami kamieniarki bruśnieńskiej. Dawniej zespół cerkiewny znajdował się właśnie na tym wzgórzu, co obecny cmentarz.
    Deszcz się wzmaga.
    Zdzisław realizuje rezerwowy wariant wyprawy. Kierujemy się w stronę Dziewięcierza-Moczarów. Dziewięcierz dawniej złożony był z kilku rozrzuconych części i przysiółków. Miejsce, które zwiedzimy usytuowane jest pomiędzy pozostałościami dawnego Dziewięcierza, a oddaloną wsią Moczary. Na stosunkowo niewielkim obszarze znajdują się: zabytkowy cmentarz, pozostałości dawnego zespołu cerkiewnego, kapliczka nad źródełkiem i ruiny dawnego domu diaka.
    Zaczynamy od miejsca ukrytego w zaroślach tak, że bez przewodnika, trudno do nich dotrzeć. Trzeba zachować tu szczególną ostrożność w wędrowaniu, gdyż nieopodal, równolegle do drogi, już granica państwowa z Ukrainą.[nbsp] Docieramy do źródła potoku, nad którym wzniesiono kapliczkę, gdzie niegdyś święcono wodę na święto Jordanu. Co odważniejsi, czego innym nie polecamy, schodzą do piwnic ruiny domu diaka.
    Zbyszek przypomina nam historię tego miejsca, pokazuje, gdzie mniej więcej przebiegała kładka od kapliczki do cerkwiska, którą znamy ze zdjęcia zdobytego przez Jolę od jednego z dawnych mieszkańców tej ziemi, mieszkającego obecnie w USA. Usiłujemy sobie wyobrazić, jak przestrzennie wyglądało to miejsce, zarośnięte obecnie samosiewem starodrzewia .
    Trzeba wiedzieć którędy dojść przez podmokłe łąki do dawnego cerkwiska. Dla niewtajemniczonych doradzamy dojście od strony cmentarza, z którym dawny kompleks cerkiewny ma połączenie poprzez ruinę jednej z bramek.
    Spoza drzew wyłaniają się kamienne mury ogrodzenia. Południowa część ma wysokość ponad dwóch metrów i jest wzmocniona szkarpami. Wcześniej ogrodzenie było drewniane, ale po pożarze cerkwi na początku lat 30 XIX wieku, zbudowano mur z lokalnego wapienia. Nowy zespół cerkiewny zlokalizowano na usypanej terasie, w 1837 roku.
    Dostrzegamy trójkątny szczyt z krzyżem, jednej z dwóch bram przejściowych, do której prowadzą niewidoczne już prawie schody. Wewnątrz cerkwiska ślady kamiennej podmurówki, na której była posadowiona ostatnia cerkiew. Niektórzy ryzykują zejście do kamiennych fundamentów z piwnicą, pod dawną zakrystią i częścią ołtarzową. W strugach deszczu usiłujemy zrobić jakieś pamiątkowe zdjęcie przy jednej z bramek.
    Cmentarz, nie tak dawno, został uporządkowany i ogrodzony. Niektórych razi betonowy płot przy zabytkowym cmentarzu, ale jak powiadają lepiej taki, jak żaden. Na cmentarzu odnaleźć można wiele nagrobków bruśnieńskich, począwszy od ich najstarszej wersji krzyża maltańskiego do najnowszej, kamieniarki figuralnej.
    Deszcz wzmaga się coraz bardziej. Pada decyzja odwrotu. Czujemy lekki niedosyt. Zostawiamy go jednak na kolejne wyprawy.
    Koniecznie musimy jeszcze zajrzeć w powrotnej drodze do Rubina. Ogrzać się ciepłą strawą i spokojnie porozmawiać, powspominać i koniecznie zaplanować następne wyprawy.

    Sosna