XV Rajd GTR przeszedł do historii. Liczba uczestników przekroczyła 50, a to znaczy, że do Łówczy przybyło nas nawet więcej, niż się spodziewaliśmy na podstawie wcześniejszych deklaracji. Szczególnie miłą niespodziankę sprawił nam Edward pojawiając się na starcie rajdu i przekazując miłe podarunki w postaci folderów. Niezmiernie ważne było też, że Edward, jako doświadczony "zaklinacz" pogody i tym razem spisał się znakomicie. Podobnie jak frekwencja, dopisała nam bowiem pogoda. Podczas wędrówki mieliśmy pełen przegląd warunków pogodowych, jakich można spodziewać się w listopadzie.
Tegoroczna trasa wytyczona przez Andrzeja była atrakcyjna i daleka od cywilizacji. Pogoda, jak na maj przystało, wyciągnęła z przyrody ile się tylko dało. Kulinarnie pod hasłem "Majdańskiego ziemniaka" zaskoczyliśmy samych siebie.
Jak co roku, najtrudniej było nam zakończyć dyskusje rajdowe tuż przed wyjściem w teren.
Przy wspaniałej, zimowej pogodzie około 50 osób wędrowało z Rudy Różanieckiej do miejsca bitwy z okresu Powstania Styczniowego na Kobylance. To już było nasze ósme, doroczne spotkanie pod hasłem Gloria Victis.
Trasę tradycyjnie przygotował inicjator całego cyklu rajdów - Daniel. On też zadbał, abyśmy wszyscy bezpiecznie dotarli do celu wędrówki, a następnie w nie mniejszym składzie powrócili. Start rajdu był trochę pechowy. Przez przypadkowe zablokowanie miejsca parkowania naszych pojazdów ruszyliśmy z pewnym opóźnieniem. Dzięki przewidzianej z góry rezerwie czasowej nie wpłynęło to na dalszy przebieg rajdu.
Tym razem rajd jesienny był prawdziwie jesienny. Jak na listopad przystało - było mokro i zimno. Mimo wszystko jednak szczęście nam dopisało. Padało tylko rano. Gdy ruszaliśmy w trasę, padać przestało. Trasa wiodła z Werchraty przez Werchracką Górę, źródło GTR, Zające, kamieniołom Na Niwach, Niedźwiedzie, Diabelski Kamień,Połoninę Werchracką i Stawki aż do miejsca startu.
Tym razem w skromnym, rzec można kameralnym składzie powróciliśmy po ubiegłorocznym rajdzie po Grzędzie Sokalskiej na ziemię lubaczowską. Skromniejszy program rajdu pozwolił nam uniknąć pośpiechu, więcej czasu poświęcać na oglądanie, rozmowy, fotografowanie. Obiekty odwiedzane wcześniej, niby więc nic nowego, a jednak... nowe wrażenia też były.
Majówka/2016 dobiegła końca. Czasami dobrze jest nie mieć z góry zaplanowanej wędrówki. Trasa powstała pod wpływem sugestii Zbyszka, który zaproponował zdobycie najwyższego wzniesienia Roztocza Środkowego - Wapielni. Z Majdanu Sopockiego jeszcze nie wędrowaliśmy w tym kierunku. Szczyt zdobyliśmy. Trasa zamknęła się w 21 km. Oczko! Było nas łącznie 21 osób. Oczko! Pogoda dopisała, humory na trasie także. Po wstępnych powitaniach oraz prezentacjach niektórych pyszności przygotowanych przez dziewczyny przystąpiliśmy do ustalania trasy.