Kryptonim Hrebcianka

    „Kryptonim Hrebcianka” czyli jesienno – zimowa penetracja schronów bojowych i nie tylko.
    Ostatniej soboty listopada Anno Domini 2010 zaplanowaliśmy małą wyprawę o roboczej nazwie „Kryptonim Hrebcianka”. Miejsce startu – cerkiew w Nowym Bruśnie.
    Jesienny, sobotni dzień przywitał nas niewielkim mrozem, warunki wprost idealne na penetrację schronów bojowych linii Mołotowa…. ale zacznijmy od początku.

    Łosie, Zające i Niedźwiedzie na Roztoczu

    Roztocze Południowe jest dla nas jak magnes. Zachwalamy i propagujemy inne części Roztocza i terenów sąsiadujących. Rozszerzamy obszar naszych zainteresowań. Ale po kolejnych spotkaniach z dala od Werchraty, z dala od Horyńca czy Brusna – czegoś nam zaczyna brakować. A wtedy wystarczy krótkie hasło – ustalonego dnia zbiórka w Werchracie i... ruszamy.

    SZUR-owe strachy

    Listopadowe wyprawy naszej Grupy w teren to już tradycja, która trwa od 2003 roku.
    W tym roku, pierwszą z tych wypraw, była zaplanowana przez Edwarda na dzień 11.11.2010 r. wędrówka po Roztoczu Środkowym. Mieliśmy maszerować z Krasnobrodu do malutkiej wioseczki, ukrytej w lasach roztoczańskich, do Szuru. To zatopiona w dolinie pomiędzy wzgórzami kraina, w której czas się zatrzymał, a cisza kołysze wędrowca jak nigdzie indziej. Tyle tylko, że tam straszy. Nigdzie więcej nie doznacie na Roztoczu tyle „stracha”.

    Linia Mołotowa i Jałowce Lubyckie

    Seria spontanicznych wypraw Zbyszka, październikową niedzielą wstrzeliła nas we Wschodnie.
    Cel pierwszy - zgarnąć smacznie śpiącego Ceza u Sachaja w Krasnobrodzie.
    Cel drugi - opanować "Rezerwat jałowce" i upatrzone przez Zbyszka i tylko jemu wiadome, schrony bojowe Linii Mołotowa.
    Cel trzeci - zagospodarować ewentualne rezerwy czasowe.

    VIII Jesienny Rajd GTR

    W sobotę, 02.10.2010r, w piękny jesienny poranek Grupa GTR i pies, zebrała się na parkingu przed kościołem w Otroczu, aby wziąć udział w ósmym dorocznym rajdzie jesiennym. Tym razem rajd odbył się na Roztoczu Zachodnim pod kierownictwem Jarka i Edwarda. Po ciepłym powitaniu i zaopatrzeniu się w „znaczki rozpoznawcze” dystrybuowane przez Delphi, wyruszyliśmy.
    Krocząc śladami miejscowej „kawalerii”, zagłębialiśmy się w leśne ostępy „Wilczych Dołów”. Brniemy więc przez błotko, kiedy nagle z lewej flanki bierze nas Pan Gajowy. Udało się go zatrzymać i namówić na opowieści o czasach partyzanckich.