III Majówka w Majdanie Sopockim

    Jak co roku w maju, gościliśmy w Majdanie Sopockim na zaproszenie naszego Zająca.
    Zebrała się nas grupka 14 osób, a na różnych etapach tego spotkania dochodziło nawet do 17. Głównym przewodnikiem był Zając, a jego dzielnym zastępcą - Dziubek. Jak na majówkę przystało, pogoda dopisała i w sobotę rano wyruszyliśmy na szlak w kierunku rezerwatu Nowiny.

    W tym urokliwym miejscu, z każdej strony patrzyły na nas prześliczne oczka wodne, kusząc jednocześnie, aby podejść do nich bliżej. Byliśmy jednak twardzi i nikt z nas nie zaliczył wpadki w bagienko.



    Odwiedziliśmy również bezimienny grób z urokliwym brzozowym krzyżem, którego Grzegorz wsparł małym patyczkiem aby stał jeszcze chwil kilka dla potomnych. Po wyczerpującej sesji fotograficznej, podczas której każdy okaz kwitnącego bagna został zarejestrowany na kartach aparatów, wróciliśmy na trasę kierując się na kamieniołom Nowiny.



    Szlak wiódł sosnowym lasem wyłożonym zielonym, puszystym dywanem, na którym znienacka pojawiały się bagienne przeszkody, ale przewodnicy za każdym razem zdołali wyprowadzić nas z opresji. Tak dotarliśmy do nieistniejącej już stacji kolejowej Nowiny. O tym, że kiedyś tutaj coś było świadczą tylko rosnące narcyze i resztki peronu.


    Po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu płynów w organizmie, ruszyliśmy w kierunku nasypu dawnej kolejki wąskotorowej, aby dotrzeć nim do kamieniołomu, w którym wydobywano wapień mioceński. Urobek przewożony był następnie kolejką do stacji PKP w Nowinach. Nadmienię jeszcze, że do pracy w kamieniołomie kierowani byli żołnierze AK, więźniowie obozu w Błudku.



    Na wieży widokowej zrobiliśmy dłuższą przerwę na regeneracje nadwątlonych już mięśni i jak zwykle na uzupełnienie płynów. Tutaj też dołączyła do nas Asia z Mieczysławem. Tak nam było tam dobrze, że w dalszą drogę ruszyliśmy dopiero po bardzo zdecydowanym wezwaniu Dziubka. Po krótkim marszu dotarliśmy do obozu w Błudku w którym zginęło ok. 80 żołnierzy AK.


    Od tego momentu zaczęła się bardzo długa droga do miejsca odkrytego przez Dziubka, w którym spotykają się trzy strumienie. Najkrótszy opis, najdłuższej części trasy: szliśmy i szliśmy, potem znowu szliśmy, na końcu ledwo szliśmy, a i tak nie doszliśmy tam, gdzie chciał Dziubek. Zmęczeni ciepełkiem lejącym się z nieba, z ogromna ochota przystaliśmy na propozycję zejścia do doliny Sopotu, aby tam nieco się ochłodzić. To nie była najlepsza decyzja. Rozlane wody Sopotu, soczysta zieleń, przewrócone, omszałe drzewa, bagienne podłoże, to stworzyło naprawdę przepiękny widok. Niestety, to miejsce również upatrzyły sobie komarzyce, które spragnione naszej krwi doprowadziły nas do szybkiego, ale to bardzo szybkiego odwrotu.



    Opuściwszy dolinę i komary, bardzo wolnym marszem dotarliśmy wreszcie do upragnionej wody, do Czartowego Pola. Był to kolejny postój na regeneracje sił, a najważniejsze na ochłodzenie i umycie nóg. Opuszczając Czartowe Pole odwiedziliśmy oczywiście Jana z Hamerni, a następnie udaliśmy się na kolejny regeneracyjny postój. W drodze do campingu Cezan odwiedziliśmy jeszcze dwóch Janów na cmentarzu w Majdanie Sopockim.



    W ośrodku u Zająca czekała na nas Basia z Eugeniuszem i gorącą, młodą kapustą z kociołka. Obfita kolacja przeciągnęła się do późnych godzin i na rajd nocny (całe 2,5 km ) zdecydowała się tylko mała grupka 5 osób. O której wyszli i o której przyszli – nie wiem.



    Kolejny dzień majówki u Zająca – znowu piękne słoneczko. Jedni wstali rano na pachnącą kawkę, inni spali bardzo długo i bardzo mocno, snem sprawiedliwego. Nawet petardy wystrzelone przez Zająca nie były w stanie ich obudzić. Po skompletowaniu całej ekipy i lekkim śniadanku wybraliśmy się na spacerek wokół drugiego zbiornika. Działalność bobrów widać tutaj na każdym kroku, powstał całkiem nowy ekosystem. Padła nawet propozycja, aby objąć ten obszar rezerwatem. Posileni widokami, z pełnymi kartami w aparatach, wolno wróciliśmy do bazy na ognisko i oczywiście słynny boczek Leszka i Grzesia. No cóż, pora kończyć majówkę, było tak jak zawsze u Zająca. Kto nie był, niech żałuje.

    Do zobaczenia w przyszłym roku, Ola.