Już po raz XVII spotkaliśmy się zimową porą w lasach Puszczy Solskiej. Tradycyjnie uczciliśmy pamięć bohaterów Powstania Styczniowego, w miejscu bitew stoczonych tu w 1863 roku.
W kultywowanej od wielu lat tradycji z wielkim żalem zmuszeni byliśmy dokonać wyłomu. Niestety swój żywot zakończyło schronisko turystyczne działające do tej pory w szkole w Werchracie. Byliśmy do niego przywiązani. Pomimo dość spartańskich warunków zapewniało niepowtarzalny klimat. Nasz wybór padł więc na schronisko w Hucie Różanieckiej, z którego usług zdarzało nam się już korzystać. Wygląda na to, że to był dobry wybór. Dość liczną grupą wędrowaliśmy Szlakiem Szumów wzdłuż Tanwi i Jelenia.
Kolejna rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Kolejna okazja do przeżycia jej na bliskich nam terenach Puszczy Solskiej, gdzie walki ponad półtora wieku temu toczyły się szczególnie intensywnie. Wahaliśmy się, jak tym razem tę rocznicę uczcić. Początkowo mieliśmy zamiar indywidualnie odwieszać różne miejsca związane z powstaniem, w szczególności mogiły poległych powstańców. W końcu jednak przyszła pora na odwiedzenie miejsca, gdzie tradycyjnie co roku się spotykamy, dodatkową motywacją była szczególna wystawa przy pomniku na Kobylance.
Rok wyjątkowy, niestety z oczywistych powodów odbił się bardzo negatywnie na naszej aktywności turystycznej. O ile indywidualnie wielu z nas dla zdrowia fizycznego jak i psychicznego każdą okazję bycia na Roztoczu starało się wykorzystać, to ze spotkań w szerszym gronie musieliśmy zrezygnować. W listopadzie również przeżywaliśmy rozterki, wszak tradycja - święta rzecz.
Niedziela przywitała nas pogodą bardzo odmienną w stosunku do sobotniej. Słonka widać nie było, ale do sprawy podeszliśmy bardzo pozytywnie - cieszyliśmy się, że nie pada deszcz. Dzień - jak na niedzielę - rozpoczęliśmy dość wcześnie. O godzinie ósmej rano zameldowaliśmy się w kościółku w Moczarach. Potem odwiedziliśmy kilka interesujących miejsc, łącząc chwile niewielkiego wysiłku fizycznego z momentami błogiego relaksu. Do Werchraty powróciliśmy w porze zachodu słońca. Teoretycznie, wszak w tym dniu wcale go nie widzieliśmy.