VII Rajd Samochodowy GTR

    Za nami kolejne ciekawe spotkanie z cyklu "Cerkwie Ziemi Lubaczowskiej".
    Udało się zrealizować je zgodnie z założonym planem, chociaż był moment zwątpienia. Załamała się pogoda. Nie! Deszcz nie może pokrzyżować naszych planów. Zatem ruszamy. Rano w Zamościu leciutka mżawka. Po drodze obserwujemy niebo. Im dalej na południe, tym bardziej optymistycznie. Wjeżdżamy na Podkarpacie - zza chmur widać wreszcie błękit.

    Przed godziną dziewiątą przed cerkiew p.w. św. Paraskewy w Radrużu zajeżdżają kolejne pojazdy. Pojawia się również Pani Przewodnik, która przez ponad godziną opowiada nam o radruskiej cerkwi. Podczas tego kolejnego rajdu cerkiewnego odwiedzaliśmy miejsca w większości już nam znane. Może właśnie dzięki temu mogliśmy w spokoju, bez zbytniego pośpiechu, poszukać niezauważonych wcześniej szczegółów, więcej czasu i uwagi poświęcić na fotografowanie.


    Obejrzeliśmy jeszcze wystawę "Perły architektury drewnianej powiatu lubaczowskiego" (w dawnej kostnicy - niesłusznie nazywanej w literaturze "Domkiem diaka"). Odwiedziliśmy także radruskie cmentarze. Odnaleźliśmy nagrobek mieszkanki Radruża, która "przeżyła" 300 lat. Z uwagą wysłuchaliśmy także historii niemal każdego nagrobka na cmentarzu przycerkiewnym.



    Nie mogliśmy pominąć młodszej cerkwi w Radrużu p.w. św. Mikołaja. Dzięki Tomkowi udało nam się zobaczyć wnętrze świątyni. Przy źródłach Radrużki trwają jakieś intensywne prace - częściowo wykarczowano zarośla, trwa jakaś regulacja zbiornika przy źródłach, wycinka starych wierzb, które nadawały sielskości temu zakątkowi.


    Kolejny etap naszego rajdu to Horyniec Zdrój. Dawna, murowana cerkiew greckokatolicka (dzisiaj kościół rzymskokatolicki) była otwarta i mogliśmy zobaczyć wnętrze. Spacer po dawnych ogrodach pałacowych Ponińskich był miłą ucieczką od nasilającego się upału. Dawny teatr Pinińskich w Horyńcu to dzisiaj GOK z punktem informacyjnym (niestety nieczynnym tego dnia).



    Cerkwisko w Krzywem po raz pierwszy mieliśmy okazję oglądać jesienią ubiegłego roku. Z rana, gdy ruszaliśmy na rajd, braliśmy pod uwagę ewentualną rezygnację z tego punktu programu. Pogoda nie zawiodła. Nawet spłatała nam miłego psikusa i zamiast spodziewanego deszczu zrobiło się naprawdę słonecznie i cieplutko (żeby nie powiedzieć, że wręcz gorąco). Zatapiamy się w końcu w cień cerkwiska. Stara dzwonnica, kilkanaście nagrobków, stare drzewa i niesamowity nastrój... Dla tego miejsca warto odbyć ten niedługi przecież spacerek przez pole. Odnaleźliśmy też zniszczony krzyż znajdujący się na skraju cerkwiska. W drodze powrotnej znaleźliśmy coś jeszcze. Ptasie gniazdo. Tylko czyje?


    Spacerek do Krzywego był najbardziej "gorącym" etapem rajdu. Potem było już trochę lepiej. Skryliśmy się w cieniu Podemszczyzny. Tam na cerkwisku pozostały już tylko ruiny dzwonnicy, zarys miejsca po cerkwi i kilka starych krzyży bruśnieńskich. Przez chwilkę delektowaliśmy się panoramą wzniesień na horyzoncie i udało nam się "namierzyć" Górę Brusno. Niesamowite wrażenie zrobił na nas cmentarz greckokatolicki w Podemczyźnie, niedawno pięknie odnowiony przez Grupę Magurycz. Ciszę cmentarza dopełniał głośny odgłos żabiego nawoływania. Otaczające niemy cmentarz mokradła były pełne życia. Żabki okazały się bardzo wdzięcznym tematem fotograficznym.


    Pomknęliśmy dalej. W zieleni drzew dojrzeliśmy czerwień zadaszenia kościoła rzymskokatolickiego p.w. Nawiedzenia NMP w Nowym Bruśnie. Zmierzaliśmy jednak do innej świątyni.[nbsp] Kolejna cerkiew św. Paraskewy na trasie naszego rajdu. Nie odnotowaliśmy zmian. Poddana remontowi w latach 90-tych XX wieku i częściowo zabezpieczona w 2002r. nadal czeka na swoje "pięć minut".


    Brusno za nami. Przed nami Werchrata ze swoimi owieczkami i dawną cerkwią murowaną św. Jerzego, obecnie kościołem rzymskokatolickim p.w.[nbsp] św. Józefa Robotnika. Nie zastaliśmy księdza proboszcza niestety i świątynię obejrzeliśmy tylko z zewnątrz. Mieliśmy za to dużo czasu na podziwianie dawnej cerkwi p.w. Narodzenia NMP w Prusiu. Niepozorna z zewnątrz zaskakuje pięknym wnętrzem i kryje wiele niespodzianek. Oczywiście wspięliśmy się też dzwonnicę. Zaobserwowaliśmy stąd tajemnicze ślady w zbożu.


    Cerkwią, która zakończyła nasz kolejny, cerkiewny objazd była Wola Wielka. Rozważaliśmy (ze względu na zły stan świątyni) zwiedzanie wnętrza. Zaryzykowaliśmy jednak. Cerkiew w Woli Wielkiej dla wielu z nas jest miejscem szczególnym, które odwiedzamy regularnie od wielu lat. Obecnie elementem najbardziej rzucającym się w oczy są trzy belki podpierające ją od południowej strony. W środku bez zmian. Tylko kurz mówi nam o upływie lat. Nawet księgi na ołtarzu nadal leżą otwarte.



    Gdzie mogliśmy zakończyć nasze spotkanie?
    Wątpliwości zbyt wiele nie było, zwłaszcza, że na naszej trasie znajdował się Narol. Tutaj miłe spotkania z przyjaciółmi. Mieliśmy dużo do opowiadania... Wszystkim smakowało "U Rubina".

    Wyrazy uznania i podziękowania dla Tomka, który kolejny już raz zadbał o szczegóły naszej trasy i sprawił, że drzwi do cerkwi się przed nami otwierały. Pozostałym podziękowania za wspaniałą atmosferę!

    Pozostało nam jeszcze sporo cerkwi do obejrzenia, tak więc - do następnego rajdu.