Ukraina w 3 dni - dzień drugi

    Dzień II
    Żółkiew - Lwów - Busk (drewniana cerkiew na grodzisku, przejazd przez centrum miasteczka) - Olesko (pomnik konnej armii Budionnego i widok na zamek) - Brody (zamek, cerkwie, monumentalny kirkut) - Podkamień (klasztor, tytułowy ogromny kamień i jaskinie) - Litowiszcze (ekstremalny przejazd przez pasmo Woroniaków, skała Trójnóg) - przejazd przez pasmo Miodoborów – zalew na rzece Seret - Złoczów (pomnik kozacki) - Lwów - Żółkiew.

    Dzień drugi - wczesna pobudka, rezygnujemy ze śniadania w hotelu, bo inne grupy zarezerwowały wszystkie miejsca, my moglibyśmy usiąść dopiero o 10. Szkoda pięknego dnia, przed nami dość długi przejazd do celu dzisiejszej podróży - Podkamienia. Przejeżdżając obok cerkwi w Żółkwi widzimy, że jest otwarta. Akurat ludzie schodzą się na poranne nabożeństwo. Cerkiew pw. Trójcy Świętej została zbudowana w 1720 r. ze środków finansowych m.in. królewicza Konstantego Sobieskiego. Szybka decyzja - stajemy i focimy. Weszliśmy do środka aby zobaczyć również piękny ikonostas z 1728 roku ze wspaniałymi, rzeźbionymi carskimi wrotami.


    Zbliżając się do Buska, czytamy w przewodniku Rąkowskiego, co warto szybko zobaczyć.
    Najpierw na przedmieściu podjeżdżamy do cerkwi drewnianej pw. św. Onufrego z 1680 r. przebudowanej w 1758 r. W pobliżu niej stoi dzwonnica z XVIII w. Cerkiew posadowiona jest na nadrzecznej skarpie, na terenie dawnego grodziska, do dziś widoczne są obwałowania.


    Dawniej istniał w tym miejscu klasztor Bazylianów, zniszczony w 1654 r. w czasie najazdu kozackiego. Na cerkwi świętego Onufrego jego wizerunek nad wejściem - tak pomarszczony i stareńki jak sam święty.
    Przy cerkwi znajduje się niewielki cmentarzyk. Na jednym z grobów wiernie leżał pies, nie spłoszyło go nasze chodzenie i fotografowanie.


    Przy dróżce do cerkwi stoi malowniczo między dębami stara kapliczka patrona cerkwi, św. Onufrego. Wykonana w pniu dębu w 1864 r.

    Podjeżdżamy do centrum Buska - tam szybki rzut oka na nową dużą cerkiew koło rynku i ratusz z czworoboczną wieżą oraz nieopodal barokowy kościół pw. św. Stanisława i MB Różańcowej (1772-79). Szkoda, że dłużej nie zatrzymaliśmy się w tym zabytkowym miasteczku, tam sporo jeszcze zostało do zobaczenia: cerkiew murowana św. Mikołaja, synagoga z XIXw., cmentarz żydowski i drewniana cerkiew św. Paraskewy z 1708 r., pałac Mierów i Badenich. Warto dodać, że Busk zachował oryginalne rozplanowanie przestrzenne wśród rzek, kanałów, stawów i mokradeł, na wzniesieniach pomiędzy rzekami Pełtwią, Bugiem, Sołotwiną i Rokitną. Nazywany był nawet galicyjską Wenecją. Miejsce na dłuższy postój przy następnej wizycie!


    Bokiem mijamy Olesko, miejsce urodzin króla Jana III Sobieskiego, zamek stoi na jedynym w okolicy wzniesieniu otoczonym dookoła dość rozległym płaskowyżem i mokradłami. Zatrzymujemy się na pobliskim wzniesieniu, pod monumentalnym pomnikiem Siemiona Budionnego. Postawiony na wzgórzu góruje nad pobliską szosą.


    Dodać trzeba, że ta droga była znakomicie utrzymana, asfalt nowy i dobrej jakości, w odróżnieniu od większości dróg na Ukrainie. Teraz trwa wiele prac drogowych przed Euro 2012.

    Na naszej trasie kolejna arcyciekawa miejscowość, właściwie to całkiem spore miasto - Brody. Trzecie w XIX w. co do liczebności miasto Galicji (po Lwowie i Krakowie), a zarazem jeden z największych ośrodków żydowskich w Galicji (Żydzi stanowili 90% mieszkańców miasta). Najpierw podjeżdżamy pod synagogę z 1742 roku, front się zachował (te zamurowane cegłami łuki to wjazdy dla ciężarówek zrobione w czasach sowieckiego komunizmu, kiedy synagoga zamieniona była na magazyn), z tyłu budynek jest w stanie ruiny. Po przeciwnej stronie ulicy łaźnia i "perukarnia".


    Za miejscowym ryneczkiem odnajdujemy park i pałac Potockich z połowy XVIII w., położony na terenie dawnego zamku z XVII w. Była to niegdyś potężna forteca z 10 bastionami, jedna z najpotężniejszych twierdz Rzeczypospolitej. Po wojnie mieściła się tu jednostka wojskowa, która wyprowadziła się w latach 90. XX w., obecnie w pałacu znajduje się szkoła. Wokół niej stoją ocalałe mury-kurtyny, a w nich kazamaty. Mieściły niegdyś mieszkania dla załogi i magazyny amunicji. Trafiliśmy akurat na przerwę, więc wokół pałacu beztrosko bawiły się dzieci. Warto skupić się na detalu, fragmentarycznie jeszcze zachowanym w niezłym stanie. Przykładowo renesansowe portale wykonane z białego kamienia, obramienia kamienne okien i gzymsy świadczą nadal o pięknie tej rezydencji. Jeden z portali (bodajże jedyny) zachował do dzisiaj barokowy wystrój. Sam pałac nosi także cechy skromnego baroku. Pilastry w wielkim porządku do dziś z zachowanymi ozdobnymi bazami i kapitelami.


    Podjeżdżamy pod cerkiew św. Jura. Zbudowana przez kupców greckich i ormiańskich ok. 1625 r. nazywana była "kupiecką". Dwukrotnie przebudowywana w XVIII i XIX w. Piękne wnętrze z barokowym ikonostasem z drugiej połowy XVIII w. i amboną z tego samego okresu.


    Następnie miejsce, które w Brodach zrobiło na wszystkich największe wrażenie – to cmentarz żydowski. Założony w 1889 roku, położony jest pod lasem, jeden z największych i najlepiej zachowanych w Galicji. Ośmiohektarowa, największa ocalała na Ukrainie, żydowska nekropolia. Mieści się na nim ponad 20 tys. pochówków i prawie 3000 macew, pięknie rzeźbionych, z napisami łacińskim alfabetem po drugiej stronie kamienia. Nagrobki ustawione są gęsto obok siebie, jeden przy drugim, w kilkuset rzędach, są niezwykle wysokie, nawet do 2 metrów, znacznie wyższe od tych znanych z polskich kirkutów. Robi to niesamowite wrażenie! Niektóre macewy poprzechylane, inne upadłe, wrośnięte w ziemię, pokryte mchem i trawą. Kiedy weszłam pomiędzy nie poczułam inny świat, świat ludzi umarłych, którzy w tym mieście jednak kiedyś żyli. Jakby nagle zaczęli szeptać, a to wiatr szumiał wśród macew. Słowa nie są w stanie opisać tego monumentalnego cmentarzyska. To trzeba koniecznie zobaczyć samemu! Widząc taką ogromną ilość macew i to w dodatku tak dużych, nasuwa się pytanie z jakiego kamieniołomu pobierano materiał? Interesująca jest symbolika macewy. Wiele czasu trzeba by poświęcić żeby ją zbadać.


    I wreszcie Podkamień, cel naszej podróży tego dnia. Miejsce niezwykłe. Dojeżdżając, najpierw widzimy znaki zapraszające do miasta, w jednym z nich herb miasta - oko opatrzności.


    Jeździmy po miasteczku w poszukiwaniu dojazdowej drogi na wzgórze klasztorne. Za trzecim razem udaje nam się skręcić we właściwą boczną drogę. Podjeżdżamy na wzniesienie zwane Górą Różańcową pod klasztor dominikanów, który był niegdyś jednym z największych na Rusi Czerwonej. Otoczony potężnym murem z kamienia i cegły zbudowanym w latach 1702-04, w nim wbudowanych zostało 5 cylindrycznych baszt. Nad całością góruje wieża barokowego kościoła pw. Wniebowzięcia NMP (1612-1695), aktualnie w rusztowaniu bo trwają prace remontowe. Sam hełm wydał nam się jednak niebezpiecznie przechylony. Przez bramę z datą budowy 1704 r. już widać dziedziniec z budynkiem kaplicy. Po prawej stronie bramy wbudowana w mur dzwonnica z tego samego okresu.


    Na dziedzińcu stoi kaplica pw. św. Jana Nepomucena, zbudowana w 1772 r., w 1920 r. bolszewiccy żołnierze splądrowali podziemia i porozbijali trumny. Po II wojnie stała opuszczona i ogołocona z wyposażenia, kilka lat temu doczekała się remontu i nowego wystroju wnętrza. Przed kaplicą wysoka kolumna upamiętniająca konfederację tarnogrodzką, ufundowana w 1719 roku. Na jej szczycie umieszczona jest pozłacana figura Matki Bożej. Przed fasadą kościoła wznosi się wysoka na 4 kondygnacje, czworoboczna wieża z wąskim tarasem, nakryta ażurowym hełmem z pozłacaną monstrancją. W narożnikach stoją 4 miedziane figury zakonników dominikańskich. Z tyłu kościoła widoczny jest przylegający doń budynek oratorium, służący obecnie jako cerkiew studytów.


    W 1997 roku podominikański kościół i część budynków klasztornych przekazano greckokatolickiemu zgromadzeniu studytów. Studyci prowadzą obecnie remont klasztoru i kościoła, ale brak środków czyni tę prace powolną. Dostrzec można ślady dawnej świetności, szczególnie zachwyca wnętrze kopuły w kaplicy św. Dominika z polichromią wykonaną przez Włocha Giovanniego Battistę Falconiego ok. 1648 r. Również na ścianach prezbiterium zachowały się fragmenty iluzjonistycznych malowideł ściennych z ok. 1766 r. Gęsto ustawione rusztowania nie dają jednak szansy zobaczenia całego wnętrza.


    Ogarnął nas wielki żal na widok zniszczeń tej wysokiej klasy dekoracji kopuły i tamburu. Obawiamy się, że zakon studytów sam nie podoła finansowo w zrekonstruowaniu tego wspaniałego dzieła. Strata będzie nie do nadrobienia, jeżeli zaprzepaści się taki dorobek. Piękno sztukaterii do dzisiaj urzeka pomimo zniszczeń. Falconi stosował w stiukowej dekoracji motywy roślinne, girlandy owoców, kartusze, formy muszlowe, jak np. w dekoracji sklepienia Kaplicy Zamoyskich w Katedrze Zamojskiej, kimation czy astragal, który w Podkamieniu zatrzymał jeszcze resztki złoceń. Cudeńka.
    Niestety, odnosi się wrażenie nieodwracalnej utraty piękna tej świątyni. Sklepienie prezbiterium zatarte już zupełnie świeżym tynkiem, gdzie do niedawna można było zobaczyć polichromie Stroińskiego. Być może ostatnie to zdjęcia ze ściany prezbiterium, gdzie przedstawiono scenę Nawiedzenia Elżbiety przez Marię, czy też po przeciwnej stronie[nbsp] obrazujące Wniebowzięcie NMP. Podobnie znikną polichromie w nawie, gdzie na sklepieniu przedstawiały główniejsze wezwania z litanii do NMP. No cóż, taka kolej rzeczy....



    Dobrze widoczne są na polichromowanych ścianach ślady po pociskach, wspomnienie tragicznej historii kościoła i Polskich mieszkańców Podkamienia. Od 1943 roku ludność polska chroniła się w murach klasztoru przed atakami nacjonalistów ukraińskich, nawet do 2000 osób znajdowało tam schronienie. 12 marca 1944 r. oddział SS "Galizien" z bojówkami UPA zaatakował klasztor. W ciągu 4 dni wymordowano ok. 600 Polaków, którzy schronili się w kościele jak również część w miasteczku.
    Po wojnie władze sowieckie zamieniły kościół i klasztor w ciężkie więzienie polityczne i całkowicie zdewastowały wnętrze i cenne wyposażenie świątyni. Więzienie istniało do końca lat pięćdziesiątych XX w., potem na jego miejscu urządzono szpital dla nerwowo chorych kobiet. Kościół zamieniono w stajnię, następnie w garaż. Również dzisiaj w zabudowaniach klasztornych mieści się zakład psychiatryczny. W kościele pod prezbiterium i nawami bocznymi znajdują się obszerne krypty, w których chowano zakonników i właścicieli okolicznych majątków - Cetnerów, Ledóchowskich i Potockich.


    Spod murów klasztornych na Górze Różańcowej rozpościera się przepiękny widok na okolicę, szczególnie na znajdujący się u podnóża trawiasty mniejszy pagórek i wznoszącą się na nim samotną przedziwną skałę. Jest to "Diabelski Kamień", erozyjny ostaniec -[nbsp] potężna samotna skała wysoka na ok. 17 m, rozcięta w połowie przez intensywne wietrzenie. Dochodzi się do niego schodząc dróżką stromo w dół, potem znów pod górę na to trawiaste wzgórze. Po podejściu bliżej widzę....słonia! Albo może mamuta?


    Nic dziwnego, że Diabelski Kamień od czasów pogańskich był miejscem kultu. W XII wieku za czasów księstwa Halicko-Wołyńskiego na skale wzniesiono obronny monastyr. Była to drewniana świątynia wraz z zapleczem obronnym. Cerkiew na skale tworzyła kompleks wraz z jaskiniami w pobliskich wzgórzach. Obecnie Diabelski Kamień objęty jest ochroną jako geologiczny pomnik przyrody.
    U podnóża Diabelskiego Kamienia znajduje się cmentarz kozacki. Jest na nim kilkanaście kamiennych krzyży i płyt nagrobnych z XVII w. Dziś to miejsce chyba nadal stanowi miejsce kultu, przynajmniej dla miejscowej młodzieży. Gromadzą się pod skałą, w taki piękny słoneczny dzień mają o czym rozmawiać, wspinają się na szczyt, jeżdżą na motorowerach...ot młodość beztroska.

    Spoglądając spod Diabelskiego Kamienia w dal dostrzegamy bryłę Poczajowskiej Ławry z lśniącymi w słońcu złotymi kopułami. Niestety ten dzień nie był tak przejrzysty jak poprzedni i panoramki są zamglone. Ale jak tam musi być przepięknie w październiku, gdy lasy zapłoną kolorami jesieni...
    A Diabelski Kamień wygląda imponująco z każdej perspektywy i chyba na tym polega jego diabli urok.



    W pobliskich wzgórzach niedaleko klasztoru, znajdują się trzy jaskinie. Według badań największa, ta z krzyżem przy wejściu, ma również krzyż na ścianie wewnątrz. Pieczara ta pełniła funkcję podziemnej cerkwi, podczas gdy mniejsza - celi przeznaczonej dla mnichów. W późniejszych czasach stanowiły one miejsce schronienia dla kozaków, a także karpackich zbójników. Wszystkie do dziś istnieją i można do nich wejść.
    Jeszcze słów kilka o kaplicach, kapliczkach i figurach, których jest kilka wokół Góry Różańcowej.
    Na dojściu do Diabelskiego Kamienia, u północnego podnóża Góry Różańcowej - kaplica pw. św. Tadeusza Judy, zbudowana nawet przed 1788 rokiem. Po II wojnie stała opuszczona i zrujnowana, wyremontowana przez studytów w końcu XX w. Jest to nieduża murowana budowla na planie prostokąta, z trójboczną częścią ołtarzową. Na fasadzie pilastry, szerokie belkowanie oraz zdobiony szczyt. Wnętrze urządzone skromnie, kilka obrazków na białych ścianach.
    Kolejna - Kaplica Stóp Matki Bożej - usytuowana na zachodnim zboczu Góry Różańcowej, bliżej miasta, zbudowana została kosztem podstolego wołyńskiego Stefana Ledóchowskiego. Wzniesiono ją w 1739 roku na miejscu wcześniejszej, drewnianej, nad skałą z zagłębieniem uważanym przez wiernych za odcisk stopy Matki Boskiej. Od 1788 służyła jako cerkiew grekokatolicka pw. św. Paraskewy Piatnicy. Austriacy przekazali ją wówczas grekokatolikom, a dominikanom pozwolili zabrać kamień do skarbca kościelnego. Po II wojnie światowej cerkiew przejęli prawosławni.
    Jest jeszcze Figura Św. Jana Chrzciciela oraz kapliczka murowana pw. św. Wincentego Fereriusza - wzniesiona przez dominikanów na przełomie XVIII i XIXw. Należy do zespołu klasztornego, stoi przy drodze. Jest to ażurowa budowla wsparta na 4 filarach, nakryta niewielką kopułką. We wnętrzu kamienna rzeźba św. Wincentego z II połowy XVIII wieku.

    Wielka szkoda, że zabrakło nam czasu, aby wstąpić na pobliski cmentarz. Tam oprócz jeszcze jednej kaplicy (udostępnionej rzymskokatolikom) są mogiły zbiorowe Polaków, którzy zginęli w Podkamieniu w 1944 r. Trzeba znaleźć metalowy krzyż z tabliczką, na której w języku ukraińskim napisane jest: TUT POCHORONENI TI SZCZO ZAHYNUŁY W KOSTELI 1944. Następnym razem zajrzymy tam na pewno.



    Tego samego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedno ciekawe miejsce. Konkretniej, kolejny wielki kamol – Trójnóg. Wydawał nam się łatwo dostępny i choć daleko nam było do domu (Żółkwi) zaryzykowaliśmy jego odnalezienie. Podpytywani Tubylcy tłumaczyli nam drogę, ale z tego tłumaczenia zrozumieliśmy tylko tyle, że trzeba Tubylca brać na przewodnika i koniec. Mieliśmy szczęście, ponieważ trafiliśmy na leśnika. Jechaliśmy drogą leśną mijając miejsce, gdzie jeszcze przed wojną znajdowała się wieś Hucisko Brodzkie, licząca ok. 900 mieszkańców. Banderowcy zabili tutaj 55 osób, reszta wsi rozproszyła się po innych miejscowościach i Hucisko nigdy już się nie odrodziło. Jakie tam piękne połoniny, jakie wąwozy, jakie krajobrazy, dech zapiera! Idealne miejsce na wędrowanie pieszkom. Kiedy już nacieszyliśmy oczy widokami ruszyliśmy ku Trójnogowi. Góra Trójnóg ma 409 m wys. n.p.m. a nazwę swą zawdzięcza znajdującej się na samym szczycie ciekawej skale, wspartej na trzech kamiennych "nogach". Kiedy do niej dotarliśmy zrobiła na nas ogromne wrażenie i zgodnie stwierdziliśmy, że warto było jej poszukać. Wierzchołek ze skałą oraz jej otoczenie objęty jest ochroną. To geologiczno-botaniczny pomnik przyrody "Trójnóg".



    Wracając nasz przewodnik wybrał skrót, szybszy, tyle, że bardziej stromy. W drodze powrotnej do Żółkwi zatrzymaliśmy się tylko raz jeszcze, w Złoczowie przy pomniku poległych w 1649 roku.

    Jola i Artur