III Rajd Samochodowy GTR

    Kilkunastoosobową grupą penetrowaliśmy nadbużańskie tereny Kotliny Hrubieszowskiej i Grzędy Sokalskiej. Głównym celem poszukiwań były dawne dwory i pałacyki. Do kilku udało nam się dotrzeć.

    Rajdy samochodowe pozwalają nam w krótkim czasie przemierzyć znaczne odległości i odwiedzić wiele interesujących miejsc w ciągu jednego dnia. Po cerkwiach Grzędy Sokalskiej i tajemnicach Roztocza Zachodniego tym razem udaliśmy się na ziemie najbardziej wysunięte na wschód w obecnych naszych granicach. Nadbużańskie tereny Kotliny Hrubieszowskiej i Grzędy Sokalskiej kryją wiele niespodzianek...
    29 lipca 2006 r., w sobotni poranek wyruszyliśmy z Zamościa kierując się na wschód. Jak na środek lata przystało, narzekać mogliśmy jedynie na temepraturą zbyt wysoką. Ale nawet brak klimatyzacji w naszych pojazdach nie mógł nas powstrzymać przed realizacją misternie ułożonego planu.
    Pierwszy obiekt, który obejrzeliśmy z ogromnym zainteresowaniem, nawiązywał do rajdu sprzed dwóch lat. Drewniana, dawna cerkiew w Szpikołosach pełni obecnie funkcję kościoła parafialnego Parafii pw. Przemienienia Pańskiego. W związku z prowadzonymi aktualnie pracami remontowymi udało nam się obejrzeć świątynię również wewnątrz.
    Bug osiągnęliśmy w Horodle. Tutaj również zwiedziliśmy drewnianą cerkiew, pochodzącą z okresu międzywojennego. Po dewastacji, jaka miała miejsce w związku z użytkowaniem jej jako magazyn w czasach władzy komunistycznej, w latach 80-tych XX wieku została przekazana parafii rzymskokatolickiej i odnowiona. Jej wnętrze zdobi XVIII-wieczny ikonostas. Ale w tej miejscowości nie jest to jedyny obiekt godny uwagi. Nadbużańskie grodzisko, lwy pamiętające lata zamku horodelskiego, piękny kościół pw. św. Jacka. Naszym celem jednak i jednocześnie punktem najdalej wysuniętym na północ rajdu był kopiec upamiętniający zawarcie w 1413 roku Unii Horodelskiej. To tutaj spotkali się przedstawiciele najznamienitszych polskich rodów i rodów litewskich z królem Władysławem Jagiełłą i wielkim księciem litewskim Witoldem. W 1861 podczas manifestacji patriotycznych usypano kopiec. Zniszczony przez władze carskie został w 1924 r. odnowiony, a na jego szczycie postawiono krzyż.
    Stąd jechaliśmy wzdłuż linii Bugu, w górę jego biegu, aż do miejsca, gdzie od 1950 roku rzeka ta przestała być granicą. Minęliśmy najdalej wysunięty na wschód punkt znajdujący się w obecnych granicach - Zosin i dotarliśmy do miejscowości Strzyżów. Tutaj obejrzeliśmy klasycystyczny, XVIII-wieczny pałac Lubomirskich, dumnie wznoszący się na nadbużańskiej skarpie. Obecnie pałac jest użytkowany przez cukrownię "Strzyżów".
    Kolejną miejscowością na naszej trasie był Moroczyn, a tutaj malownicze ruiny dawnego dworu Chrzanowskich. Jego lata świetności to druga połowa XIX wieku i początek XX. Ówczesny właściciel Moroczyna, Edward Chrzanowski zgromadził tu niezwykle cenną bibliotekę. Przetrwała ona I wojnę światową w Kijowie, a II we Lwowie. Po ostatniej wojnie niestety tylko niewielka jej część znalazła się w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu. Lata powojenne bezlitośnie też obeszły się z samym dworem. Do lat 80-tych XX wieku wykorzystywany jako mieszkania pracowników POM, został umyślnie podpalony i od tego czasu papada w ruinę.
    Z Moroczyna jadąc dalej na południe przemknęliśmy jedynie przez Hrubieszów. Liczba zabytków w tym mieście jest tak duża, że uznaliśmy za stosowane zorganizować odrębne jego zwiedzanie. Dotarliśmy do pięknie położonego nad samym Bugiem eklektycznego pałacyku w Czumowie. Po krótkim odpoczynku urozmaiconym pięknymi widokami dzikiego Bugu i krążących nad naszymi głowami bocianów ruszyliśmy do Kryłowa. Tutaj spenetrowaliśmy ruiny zamku Tęczyńskich. Była okazja do przybliżenia sobie burzliwych losów zamku i jego kolejnych właścicieli - Ostrorogów, Radziejowskich, Prażmowskich. Obejrzeliśmy też pozostałości po dworze Chrzanowskich, do naszych czasów pozostała jedynie brama z domkiem odźwiernego.
    Na naszej trasie odwiedziliśmy miejsce, gdzie byliśmy przed dwoma laty - klasycystyczny pałacyk w Dołhobyczowie. W ciągu tego czasu nic się nie zmieniło, stoi nadal opuszczony. W pobliskim Gołębiu opuściliśmy Bug i skierowaliśmy się na Poturzyn. Dotarliśmy do miejsca, gdzie ostatnie wakacje przed opuszczeniem kraju spędził Chopin. Tutaj właśnie był goszczony przez swego przyjeciela Tytusa Wojciechowskiego. Zatrzymaliśmy się przed pomnikiem upamiętniającym to wydarzenie.
    Ostatnim punktem naszego programu był Łaszczów. Niewiele śladów pozostało po barwnej historii tego miasteczka, związanego z rodzinami Łaszczów, a potem Szeptyckich. Z dawnego zamek Łaszczów, zniszczonego przez armię Chmielnickiego, zachowała się zbrojownia, w drugiej połowie XVIII wieku przebudowana na synagogę. Obecnie jest to niestety ruina. W niewiele lepszym stanie znajduje się dawny klasztor jezuicki, pełniący później rolę rezydencji Szeptyckich. Podpalony w czasie I wojny światowej przez wojska rosyjskie przetrwał do dzisiaj również w postaci ruiny.
    W Łaszczowie zakończyliśmy naszą wędrówkę. Byliśmy pod wrażeniem odwiedzonych miejsc, które pokazały nam bezlitosny upływ czasu, bezlitosne obchodzenie się przez czas i ludzi z pamiątkami przeszłości...

    wspomnienia i zdjęcia - Omega