VII Jesienny Rajd GTR

    Jesienne Rajdy Grupy Turystycznej Roztocze, to już tradycja. Odbywają się od siedmiu lat.
    Spotkanie, na które czekamy cały rok. Tylko ważne powody, mogą odciągnąć nas od tego wspólnego wędrowania. Najczęściej, nieoczekiwana niedyspozycja. Choróbsko powalające z nóg tuż przed rajdem.
    W kalendarzach, od dawna bowiem zaklepane terminy.

    Po rodzinie, od dawna rozesłane wici, by zabaw hucznych żadnych, w tym okresie, nie urządzać! Zakaz zajmowania GTR-owcom, terminu w okolicach rajdu, obowiązuje bezwzględnie.

    Dotychczasowe sześć rajdów jesiennych odbywało się w terminie 11 listopada. Grupa postanowiła jednak przenieść termin na czas bliższy „Złotej Polskiej Jesieni”, to znaczy na październik. Jest cieplej, słoneczniej, kolorowo. Nastroje o tej porze roku, sprzyjają wędrowaniu bardziej niż w listopadzie.

    Wybór trasy rajdowej pozostawiono przewodnikom oczywiście, z małym zastrzeżeniem kierunku wędrówki: Roztocze Południowe, zwane Wschodnim.
    Przy zapisach padł jeden z rajdowych rekordów. Swój udział zgłosiło 73 osoby. Niewiele zmieniła się frekwencja na starcie, 60 osób. To kolejny rekord rajdowy.

    Tego roku, Jesienny Rajd GTR poprowadzi Zdzich (Zdzisław Kubrak), jeden z najlepszych przewodników bieszczadzkich i roztoczańskich. Wspólnie z przewodnikiem Edim (Edwardem Słoniewskim) dopracowali trasę rajdu. Zaliczymy w jeden dzień „Koronę Roztocza”, czyli wzgórza: Krągły Goraj, Długi Goraj i Wielki Dział. Odwiedzimy ruinę po Pustelni Brata Alberta. Powędrujemy na Monastyr, gdzie ruiny klasztoru Bazylianów, stare cerkwisko i cmentarz wojenny. Dotrzemy do niektórych schronów Linii Mołotowa. Powędrujemy do Mrzygłodów i na Dahany. Pierwszy etap Rajdu zakończymy u Rubina. Chętni na II etap rajdu zanocują w schronisku werchrackim. Zapowiada się wspaniale.

    Dzień 10.10. Dawniej, dzień 11.11. Może w przyszłym roku będzie dzień 09.09., kto wie? Tego roku zima rozpanoszyła się bowiem w październiku.

    Rozpoczynamy rajdowe spotkanie przy Tartaku w Monastyrzu. Najmilsze chwile. Oczekiwanie. Kto jeszcze przyjedzie? Kogo pośród nas zabraknie na rajdzie tego roku?
    Na placu gęstnieje od kolorowych kurtek, czapek i samochodów. Gwar rozmów, śmiechu, wymiana nagromadzonych pozytywnych wibracji i emocji. Zabrali w plecaki dobre humory, życzliwość i radość. Cieszymy się tym spotkaniem. Niesamowite. Zeszłego roku częstowaliśmy się chlebem „pasterskim Wołochów” pod cerkwią w Woli Wielkiej.
    Tego roku "słodka" Stenia (Sierkowska) przywiozła także gościniec: wyśmienite paluchy i makowiaki. Kochana Stenia

    Ruszamy. Na polach i obrzeżach lasów, jesień już maluje. Powoli roztacza swoją paletę barw. Mijamy rozciągające się po horyzont pole słonecznikowe. Czarne od nadmiaru ziarna, głowy słoneczników chylą się przed nami w pokłonach.
    Tam, gdzie dzika czereśnia pod wzgórzem, kierujemy się do uroczyska Buczyna. Ruiny starej kaplicy greckokatolickiej porasta trawa i paprocie. Miejsce to, będące od dawna celem pielgrzymek i dzisiaj, w ostatniej dekadzie sierpnia, gromadzi rzesze wiernych, przy nowej kaplicy.

    Wędrujemy dalej, przez Mrzygłody. Wioska, położona w dolinie, wśród lasów, licząca dzisiaj zaledwie kilka gospodarstw. Cicho tu i pięknie. Pośrodku wsi biały, bruśnieński krzyż. Goniąc grupę, przecinamy pole, płosząc z zarośli sarny. Podchodzą blisko domostw. Na skraju wsi stara studnia, kamienna. Obok chata z napisami w języku ukraińskim.

    Kolej teraz na zaliczenie Gorajów, Krągłego (389 m n.p.m.) i Długiego (392 m n.p.m.).
    Długi Goraj leży na terenie województwa podkarpackiego, a Krągły, lubelskiego. To najwyższe wzniesienia po polskiej stronie Roztocza. Goraje są ostańcami wypiętrzonymi z podłoża wapieni mioceńskich. Pięknie tu jesienią bowiem porasta je buczyna karpacka. Zaliczyliśmy te wzgórza tradycyjnym „wężykiem”. Podejścia i zejścia dostarczały niemałych emocji w grupie. W międzyczasie wysłuchaliśmy ciekawych relacji przewodników, Zdzisława na Krągłym Goraju i Zbyszka przy pobliskim schronie Linii Mołotowa. Zbyszek Pietrynko jest pasjonatem schronów. Wie o nich prawie wszystko. Opowiada tak, że zawsze słuchamy go z zapartym tchem.

    Z Gorajów Zdzisław prowadzi nas na Monastyr. Po drodze docieramy do miejsca, w którym w latach 1891-1905 znajdowała się jedna z pierwszych Pustelni św. Brata Alberta. Szczególne miejsce. Wchodzimy na wzgórze. Ruiny monasteru znajdują się na kulminacji wzniesienia. Niegdyś klasztor Bazylianów zajmował całą powierzchnię płaskiego szczytu góry. Były tu dwie kaplice, cerkiew, dzwonnica, zabudowania klasztorne. Wszystko obwiedzione kamiennym murem z bramą i furtą. Dzisiaj niewiele pozostało. Stary cmentarz żołnierzy niemieckich i rosyjskich z 1915 roku, słabo dostępne podziemia i piwnice monastyru i zarysy starych pomieszczeń.

    Kolejny etap naszej wędrówki to Wielki Dział. Zaliczamy i to wzgórze. Dłużej zatrzymujemy się przy bunkrze z kopułą i rowem diamentowym. Ciekawą historię tego schronu opowiadają nam przewodnicy.
    Słońce chyli się już ku zachodowi. Przewodnicy przyśpieszają. Nie możemy jednak odpuścić sobie Dahanów. Chociaż na chwilkę. Choć na jeden rzut oka. Zmęczone nogi same kładą nas, na moment zaledwie, w miękkich trawach dahańskiej połoniny.
    Czas na Rubina. Ślinki nam już ciekną na „Rubinowe” danie dnia. Biesiada należy nam się zasłużenie. Jedni z nas pomykają do domów. Inni do Werchraty. Do schroniska. Czeka ich jutro II etap Rajdu.

    Sosna

    Zbyszek "Lulka"